piątek, 30 czerwca 2017

Gałęziste | Artur Urbanowicz


Książką Gałęziste byłam tak bardzo zaciekawiona, że dnia kiedy miałam ją zacząć specjalnie ustawiłam sobie budzik, żeby wcześniej wstać i móc rozpocząć moją przygodę z tą pozycją. Fakt faktem, przeczytałam tylko prolog i sen mnie pokonał, ale liczą się chęci i determinacja. Od dłuższego czasu polowałam na coś z dreszczykiem, co mnie chodź trochę wystraszy i przerazi, więc skoro nadarzyła się okazja na przeczytanie właśnie tego typu powieści, nie mogłam odmówić.


Karolina i Tomasz wybierają się w przerwie wielkanocnej na wycieczkę w leśne, suwalskie tereny. Ich związek potrzebuje swojego rodzaju odrodzenia i oboje liczą, że właśnie dzięki tej wyprawie relacje między nimi się naprawią i będą mogły wrócić stare dobre czasy. Gdy zajeżdżają na miejsce, pojawiają się pierwsze komplikacje. Rodzina, u której wynajęli pokój, zapomniała o nich i wyjechała. Na szczęście udaje im się zorganizować zastępczy nocleg dla lokatorów i tym sposobem młoda para trafia do malutkiej wioski Białodęby. Wita ich tam przepiękna Natalia i z radością zaprasza do siebie. Wydaje się, że wszystko będzie dobrze i cały wyjazd się jednak uda, lecz coś cały czas nie pozwala w pełni odprężyć się głównym bohaterom.

Wiecie czym są Gałęziste? American Horror Story na papierze! Serio. Podczas czytania początkowo myślałam, że to tylko luźne skojarzenie, które w miarę z postępem akcji ucieknie z mojej głowy, ale nie. Im dalej w las (o ironio, bo odgrywa on tutaj znaczącą rolę) tym bardziej widziałam przed oczami scenariusz do nowego sezonu tego kultowego amerykańskiego serialu. Połączenie Murder House z tym najnowszym o kolonii Roanoke. Tajemniczy dom. Jest. Piękna dziewczyna, która nie jest tym za kogo się podaje. Jest. Las i opuszczone tereny mroczniejsze niż czarna kawa. Jest. Dziwna sekta grożąca bohaterom. Jest. Wszystko idealnie pasuję i teraz tylko czekam, aż producenci serialu podłapią tę książkę i stworzą z niej arcydzieło na ekranie.

Skoro już mój zachwyt nad hipotetycznym nowym sezonem AHS mamy za sobą, to przejdźmy do czegoś, co od razu rzuca się w oczy po otworzeniu tej książki. Opisy. Długie, szczegółowe opisy, z którymi mam dość dziwną relację. Na początku byłam nimi zachwycona. Tak duża dbałość o szczegóły imponowała mi i bez problemu rysowałam sobie w głowie wydarzenia, o których czytałam, jednak w pewnym momencie zaczęły mnie one męczyć. Wszystkie informacje o danych zabytkach czy atrakcjach owszem urozmaicały tę lekturę pod względem historycznym, ale gdybym chciała to wiedzieć to najprawdopodobniej sprawdziłabym to w internecie. Pewnie wychodzę trochę na ignorantkę, ale nie chcę was okłamywać, że przez całą lekturę chłonęłam jak gąbka te rozbudowane opisy. Ponownie zachwyciłam się nimi mniej więcej w połowie lektury. Gdy już przyzwyczaiłam się do stylu autora, mogłam czerpać przyjemność z czytania, więc finalnie skończyłam książkę z pozytywnymi wrażeniami. 



Pomysł na książkę, tak jak wcześniej wspominałam, bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Każde, nawet najmniej istotne działanie bohaterów z kolejnymi stronami odkrywa swoje drugie dno i pokazuje, że wcale nie było tak nieistotne. Nie będę tutaj przytaczać żadnej konkretnej sceny, z wiadomych powodów, ale uwierzcie, że przy czytaniu tej książki warto zwrócić uwagę nawet na najmniej istotne detale. Może wtedy uda wam się odkryć samodzielnie trochę więcej sekretów, niż mi, a szczególnie to największe zaskoczenie umieszczone na samym końcu książki. Epilog zmienił całe moje wcześniejsze postrzeganie i zburzył to, co wcześniej wydawało się być prawdą. Gałęziste warto przeczytać chociażby dla niego.

Jedyne co nie podobało mi się w tej książce, oprócz chwilowej niechęci do opisów, to jej wydanie. Niby mało istotny szczegół, ale zmieniający zupełnie stosunek do czytania. Nienawidzę białych kartek. Są grube, ciężkie i utrudniają lekturę, a połączone z mikroskopijną czcionką odbierają całkowicie do niej chęci. Dopiero gdy walcząc sama z sobą zdecydowałam się złamać grzbiet, czego nigdy nie robię umyślnie, dało się przystępniej kontynuować przygodę z tą lekturą. Wielki minus za to i mam nadzieję, że już nigdy nie przyjdzie mi czytać czegoś w tak beznadziejnym wydaniu. 

Jak wiecie, albo i nie, mam dość specyficzny stosunek do polskich autorów. Niby nie powinnam mieć uprzedzeń, ale sięgając po ich książki gdzieś tak w duszy czuję, że się zawiodę, dlatego byłam szczęśliwa, gdy okazało się, że Gałęziste to książka na wysokim poziomie. Mogę wręcz rzec, że jestem dumna z tego, iż napisał ją Polak z krwi i kości. Polecam wam serdecznie i mam nadzieję, że wy również dacie się porwać tej historii.
Za książkę dziękuję autorowi.

9 komentarzy:

  1. Ja też złamałam tej książce grzbiet, żeby móc ją czytać :)
    Zgadzam się - warto przeczytać chociażby dla samego zakończenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sen wygrał, sen zawsze wygrywa, ale jasne! Chęci się liczą.
    Ta książka od początku, gdy ją u Ciebie zauważyłam, mnie zainteresowała. Teraz po recenzji jestem pewna, że zapamiętam ten tytuł. Do polskich autorów mam taki sam stosunek jak ty, więc doskonale Cię rozumiem. Miło jest się zaskakiwać czymś dobrym. :)
    xx,
    http://pattzy-reads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. To by było Polish Horror Story :D Nie słyszałam za wiele o tej książce wcześniej, a okładka i tytuł bardziej kojarzyło mi się z czymś bardzo poważnym, ale takim nie w moim stylu. A tu się okazuje, że to książka idealna dla mnie! Chociaż zapomnienie o gościach to trochę absurdalna sytuacja i chyba raczej to evenement w takich chwilach xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Gałęziste bardzo mi się podobało, pomimo tych kilku zastrzeżeń, które wymieniłaś. Ale autor odwalił kawał dobrej roboty i już nie mogę doczekać się, aż przeczytam jego najnowszą książkę, która wychodzi już niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie podoba mi się tytuł tej książki, tak samo jak jej okładka i w sumie opis. Musze sobie ten tytuł zapisać, bo chciałabym ją kiedyyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tej książce i po raz pierwszy zobaczyłam ją u Ciebie. Świetnie napisana recenzja, bardzo zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki, bo chyba nigdy nie miałam styczności z czymś podobnym. Może kieeeedyś uda mi się znaleźć na nią troszkę czasu, zapisuję tytuł :)
    rozczytane.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mnie zachęciłaś do tej książki, myślę, że kiedyś po nią sięgnę 💖

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie ta książka trochę mniej uwiodła, ale cieszę się, że tobie się podobała ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ta okładka kilka razy mi się gdzieś przewinęła, ale nie byłam specjalnie przekonana do tej książki. Szczerze mówiąc nadal nie mam za bardzo ochoty jej czytać, szczególnie że wspomniałaś o białych kartkach - też ich nie znoszę i staram się unikać tak wydanych książek, bo jakoś nie umiem ich czytać xD.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia