środa, 22 marca 2017

Książki, które chcę przeczytać ponownie

Książki, które chcę przeczytać ponownie
Dzisiaj przychodzę do was z książkami, które chcę przeczytać ponownie. Gdy planowałam ten post nie sądziłam, że sprawi mi on tyle problemów. Zaczęłam się  przyglądać moim lekturom i doszłam do wniosku, że chciałabym się zabrać ponownie za większość z nich. Po intensywnym odrzucaniu kolejnych pozycji udało mi się wybrać 3 książki i jedną serię, za które zabiorę się najszybciej. 



Pierwsza z nich to Oddam ci słońce. Myślę, że nazwa mojego bloga mówi to sama za siebie. Kocham tę książkę. Kocham styl Jandy Nelson. Kocham bohaterów. Kocham historię. Kocham wydanie. Nie wiem tylko jakim cudem przeczytałam ją tylko raz. (W sumie wiem, za dużo nowości i zdecydowanie za mało czasu) Oddam ci książkę to opowieść za którą zabiorę się na pewno w tym roku, bo już od dawna mam na nią ochotę. Jeśli nie znacie losów Judy i Noah musicie to koniecznie nadrobić.


Kolejna, tym razem seria, to Szklany tron. Z utęsknieniem wyczekuję piątego tomu i mój ambitny plan zakłada odświeżenie poprzednich części jeszcze przed jego premierą. Książki te są dość grube, szczególnie trzeci i czwarty tom, jednak dla chcącego nic trudnego, czy jak to tam leciało, tym bardziej, że czyta się je niesamowicie szybko. Sarah J. Maas jest niezaprzeczalną królową fantastyki i to co stworzyła w tych książkach jest bliskie ideału. Już nie mogę się doczekać kiedy znajdę chwilę na ponowną lekturę tej serii.


Do wszystkich chłopców, których kochałam to również historia z którą na nowo chcę się zapoznać. Czytałam ją w oryginale i boje się, że coś mogło mi umknąć, chodź język nie był jakoś wybitnie skomplikowany. Uwielbiam to jak bardzo historia Lary Jean jest urocza. Jej rodzina to jedna z moich ulubionych rodzin książkowych i nie mogę się doczekać kiedy powrócę do pierwszego tomu i w końcu zabiorę się za drugi.


I już ostatnia książka, którą dzisiaj wybrałam, to Zakazane życzenie. Mimo, że czytałam ją niedawno to styl autorki i cała historia niesamowicie mi się spodobały i zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę zacząć ją ponownie, dlatego nie mogło zabraknąć jej na tej liście. Jeśli jesteście ciekawi mojej dłużej opinii na na temat Zakazanego to zostawiam wam link.

Nie wymieniałam tutaj takich oczywistości jak Harry Potter czy Igrzyska śmierci - do tych serii wracam dość często, szczególnie do Pottera, ponieważ nie ma roku, żebym nie przeczytała chociaż jednego tomu przygód mojego ulubionego czarodzieja. Dajcie koniecznie znać za jakie książki wy chcecie zabrać się ponownie. Może uda mi się poznać jakąś nową świetną powieść.:)

sobota, 18 marca 2017

Poznaj książkę: Kłopot z kobietami | Jacky Fleming

Poznaj książkę: Kłopot z kobietami | Jacky Fleming

Cześć, witajcie. Ostatnio, dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak, miałam okazję zapoznać się z pewną książką. Mowa tutaj o Kłopocie z kobietami od Jacky Fleming. Nie jest to do końca książka, powiedziałabym, że bardziej pasuje tutaj określenie powieść graficzna, bo właśnie w tym stylu jest ona skonstruowana. Ale o czym opowiada ten cały Kłopot z kobietami? Otóż, mamy tutaj przedstawioną, w humorystyczny i zapadający w głowie sposób, historię dyskryminacji płci pięknej na przestrzeni wieków. Po przeczytaniu tej opowieści, co zajęło mi jakąś godzinkę, stwierdziłam, że nie jest to pozycja o której można napisać opinię, więc wpadłam na pomysł, aby po prostu przy pomocy zdjęć przybliżyć wam z czym mamy do czynienia. Dlatego poniżej wrzucam wam kilka stron z tej książki. Mam nadzieję, że zachęcą one was do poznania całej lektury, a jeśli tak to mam kolejną niespodziankę. Na moim instagramie do 23 marca trwa rozdanie właśnie z Kłopotem z kobietami, więc jeśli jesteście zainteresowani to zapraszam. :)







piątek, 17 marca 2017

Unpopular opinions book tag

Unpopular opinions book tag

W blogosferze jest mnóstwo różnego rodzaju tagów. Lubię je czytać w wolnej chwili, chodź nie oszukujmy się, nie wnoszą one nic nowego do życia czytelników. Są przyjemnym przerywnikiem, który zawsze się przydaje. Jednak jest jeden tag, który według mnie jest świetny, bo przybliży wam trochę mój gust czytelniczy. Jak już pewnie wiecie mowa tu o unpopular opinions book tag do którego nominowała mnie Weronika (link do bloga) za co bardzo dziękuję. Bez dłuższych wstępów zapraszam do czytania.:)

1. Popularna książka lub seria, której nie lubisz.
Jest to Dotyk Julii. Wiele osób uwielbia tę trylogię za styl autorki i to jak przekazuje ona czytelnikowi emocje, jednak do mnie on kompletnie nie trafił. Fabuła była po prostu nudna, nic się nie działo, a sama Julia irytowała mnie od pierwszych stron. Co prawda przeczytałam tylko pierwszy tom, ale uwierzcie, że próbowałam przebrnąć przez drugi z nadzieją na jakiś rozwój. Jak widać nie udało mi się i nie sądzę, żebym kiedyś zrobiła do tych książek drugie podejście.

2. Popularna książka lub seria, którą wszyscy nienawidzą, ale ty kochasz.
Na pewno taką serią jest Delirium Lauren Oliver. Nie wiem dlaczego jest ona tak bardzo hejtowana, mnie się podobała. Była idealną lekturą na wakacje. Fakt faktem jest tam dużo stereotypów, których pełno jest w książkach młodzieżowych, ale tak czy siak nie powiedziałabym, że była zła.

3. Trójkąt miłosny, w którym główny bohater/bohaterka według ciebie wybrał złą osobę LUB para literacka, której nie lubisz.
Czy mogę tu napisać o serialu? Dalej jestem wzburzona wyborem Rory w Gilmorkach. Rory powinnaś być z Jessem i olać tych wszystkich Dean'ów i Loganów. Dziękuję, to tyle.

4. Popularny gatunek literacki, po który rzadko sięgasz.
Horrory, ale nie dlatego, że się boje (chodź się boje), ale dlatego, że kiedyś czytałam Carrie i bardzo mi się nie podobała. Zraziłam się przez tę książkę do gatunku jednak nie wykluczam, że kiedyś spróbuję jeszcze raz. Może po prostu trafiłam na nieodpowiednią pozycję.

5. Popularny bądź uwielbiany bohater, którego nie lubisz.
Przygotujcie się na wiadro hejtu, bo nagrodę za bycie najgorszym bohaterem ever otrzymuje Mare Barrow. Cholibka, jak ta dziewczyna mnie denerwowała. Była tak głupia i samolubna, że bardziej się chyba nie da. Nie bardzo rozumiem jak można podziwiać ją za odwagę, bo ciągle uciekała od odpowiedzialności i wysługiwała się każdym kto był w pobliżu. Lepiej skończę już temat Mare, bo za bardzo się zaczęłam denerwować, ale bardzo możliwe, że pojawi się o niej oddzielny post, gdy tylko uda mi się przeczytać trzeci tom tej okropnej trylogii.

6. Popularny autor, do którego nie jesteś przekonany.
U mnie takim autorem jest Rainbow Rowell. Czytałam od niej dwie książki i jedno opowiadanie w zbiorze Podaruj mi miłość. W przypadku Fangirl fabuła i pomysł na książkę mi się spodobał jednak wykonanie już nie. Styl tej autorki nie trafia do mnie i trochę się męczę przy jej książkach. Na pewno nie będę znowu próbować się do niej przekonać, bo trzy razy mi się już to nie udało i szkoda na to czasu.

7. Popularny wątek/motyw, którego masz dość.
O nie, jestem taka biedna i niedoceniania, nikt mnie nie zauważa, ale przecież uratuje cały świat przed zagładą co to dla mnie. Poradzę sobie sama i wszyscy będą mnie kochać. Sława, blask i diamenty.

8. Popularna seria, której nie chcesz czytać. 
Miałam tu mały problem z wyborem, bo jednak zazwyczaj sama chcę się przekonać czy coś jest dla mnie czy nie, aczkolwiek na instagramie ostatnio było dość głośno na temat Girl Online ze względu na premierę trzeciego tomu i stwierdziłam, że w sumie do tej trylogii wcale mnie nie ciągnie. Nie mówię nie, ale na pewno w najbliższym czasie nie chcę się za nią zabierać.

9. Mówi się, że "książka jest zawsze lepsza od filmu", ale który film lub serial podobał ci się bardziej niż książka. 
Jeśli chodzi o film to zdecydowanie Zostań, jeśli kochasz. Książka jest zwyczajnie słaba i nie przekazuje tyle emocji co ekranizacja. Natomiast co do serialu to oczywiście Pamiętniki Wampirów. To, jak tragiczne są te książki jest nie do opisania, jednak serial trzyma poziom (przynajmniej przez jakieś pierwsze 4 sezony).

Jeśli ktoś chcę zrobić ten tag u siebie niech czuje się nominowany. Sama nikogo nie wybiorę, ponieważ jako świeżynka w społeczności blogerskiej nie orientuje się w tym, kto już pisał tego rodzaju post a kto nie. I tutaj jeszcze moja mała prośba do was. Jeśli robiliście ten tag u siebie, lub znacie kogoś kto go robił to koniecznie mi podlinkujcie. Bardzo lubię czytać akurat tego rodzaju post i porównywać swój gust czytelniczy z innymi użytkownikami.
Uściski.

piątek, 10 marca 2017

Zakazane życzenie | Jessica Khoury

Zakazane życzenie | Jessica Khoury

Za pół roku kończę 19 lat i kocham bajki. Tak, dobrze przeczytałaś/eś. Kocham bajki i jak tylko jakaś emitowana jest w telewizji zgarniam pilot i pierwsza zajmuję miejsce na kanapie. Wołam rodzeństwo i każe im oglądać razem ze mną i mimo, że oni z pewnością woleliby coś z nowszego repertuaru, to męczę ich animacjami mojego dzieciństwa. Wszystkie opowieści o księżniczkach, które odnajdują swoich książąt, w magiczny sposób cofają mnie o kilka lat i znowu czuję się jak dziesięciolatka z zapałem śledząca poczynania ulubionych postaci. Uwielbiam produkcje Disney'a i obawiam się, że nigdy z nich nie wyrosnę.

Musicie domyślać się jak bardzo byłam szczęśliwa, gdy okazało się, że zaczęło powstawać coraz więcej książek opartych właśnie na baśniach. Moja ukochana Piękna i Bestia znalazła odzwierciedlenie w Dworze cierni i róż. Kopciuszek to z kolei Saga Księżycowa. Niedawno na polskim rynku wydawniczym pojawił się kolejny retelling znanej przez wszystkich baśni. Mowa tutaj o Zakazanym życzeniu, czyli opowieści, która na nowo przedstawia historię Aladyna. Zakazane życzenie nie skupia się jednak na męskiej postaci. Pierwsze skrzypce odgrywa tam potężny dżinn, który jak się okazuje jest kobietą. Zahra, bo tak nazywa się główna bohaterka, została uwięziona w lampie cztery tysiące lat temu i od tamtego momentu musi spełniać trzy życzenia każdego nowego właściciela. Na samym początku powieści lampa z Zahrą wpada w ręce Aladyna i tak rozpoczyna się ich wspólna historia, pełna przeszkód, niewdzięcznych dżinnów i jeszcze gorszych książąt.

Wydaje mi się, że każdy zna pierwowzór tej opowieści którym uraczył nas Disney. Tutaj jednak autorka wprowadziła kilka zmian, które sprawiły, że książka nie jest nudna i ciągle mnie zaskakiwała. Najbardziej istotna modyfikacja to oczywiście płeć dżinna. Zamiast roześmianego niebieskiego stwora mamy piękną, potężną Zahrę, która lubi nadużywać wyrażenia tysiąc i jeden dzień, tysiąc i jeden mężczyzna i wszystkiego co można połączyć z tysiąc i jeden. Generalnie dziewczyna ze względu na swój wiek czasem uracza czytelnika pięknym archaicznym zdaniem. Jednak to niczego jej nie ujmuje - jest świetną bohaterką z którą zżyłam się od pierwszej strony, ponieważ właśnie ona jest narratorką całej powieści. Również księżniczka nie jest tą spokojną i grzeczną Jasminą tylko zbuntowaną Kaspidą, która dąży do poprawy życia mieszkańców jej królestwa. Oczywiście nie mogło zabraknąć także Aladyna. Nie odstaje on od swojego bajkowego wcielenia - jest tym samym chytrym złodziejaszkiem. Do tego kobieciarz z niego jakich mało, ale mimo wszystko zaskarbił sobie miejsce w moim sercu, a gdy zwracał się do Zahry per Dymek rozczulałam się jak nigdy. No bo przyznajcie, czy Dymek nie brzmi słodko?

Pierwsze, co od razu rzuciło mi się w oczy po przeczytaniu kilku stron to styl pani Jessici Khoury. Jest on niesamowicie plastyczny i autorka niczym Zahra czarowała mnie przez całą książkę. Wszystkie opisy są szczegółowe i od razu przenosiły mnie na pustynię czy do pałacu, gdzie toczyła się akcja. Razem z Aladynem wypowiadałam życzenia i byłam świadkiem ich spełniania. Chyba właśnie najbardziej podobało mi się to jak pani Jessica przedstawiła moment tworzenia życzenia w głowie dżinna. Nawet nie potrafię wam tego wytłumaczyć, tak bardzo zostałam oczarowana sposobem w jaki autorka bawi się słowem i ożywia każdy nawet najmniejszy podmuch wiatru. Pani Jessica mogłaby pisać listy zakupów, a ja z chęcią bym je czytałam. Rzadko spotykam się z tak dobrym piórem w powieściach dla młodzieży, więc tym bardziej jestem pozytywnie zaskoczona. 


W mojej opinii nie mogłam pominąć relacji Aladyna i Zahry. Myślę, że każdy jest świadomy romansu, który nawiązuje się między głównymi bohaterami. Jest to dość oczywiste, przecież nie bez powodu płeć dżinna została zmieniona. Na szczęście nie mamy tutaj, jak to lubi się zdarzać w książkach dla młodzieży, miłości od pierwszego wejrzenia. To w jak delikatny i subtelny sposób cała ta relacja się rozwinęła jest po prostu piękne. Nic nie działo się za szybko lub zbyt nachalnie. Uczucie kształtowało się powoli, rozkwitało niczym pąk róży. Bohaterowie stopniowo poznawali się nawzajem i zaczynało im na sobie zależeć. Para ta jest jedną z tych, którym kibicuje się od samego początku z zniecierpliwieniem czekając na pierwszą konfrontację i pocałunek i cieszyłam się jak dziecko, gdy w końcu to nastąpiło.

Opowieść została poprowadzona w interesujący sposób i nie pozwoliła nawet na chwilę nudy. Liczne zwroty akcji cały czas utrzymywały moje zainteresowanie i sprawiały, że nie mogłam odłożyć tej książki na półkę. Wciąż przyciągała mnie do niej niewidzialna ręka i głos w głowie, który krzyczał "czytaj Zakazane życzenie". No i czytałam. Wyłączyłam się z życia na dwa dni, ale za to poznałam świetną historię.

Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić w tej powieść to końcowe sceny, czyli walka między ludźmi a dżinnami. Nie zrozumcie mnie źle, sam spór mi nie przeszkadzał, ale został on dość płytko przedstawiony, szczególnie moment kiedy Aladyn znajduje "nową" armię. W tamtym momencie dość mocno odczułam wpływ typowych dystopii, gdzie rebelia jest głównym motywem. Wiem, że autorka jakoś musiała zakończyć książkę, ale nie zmienia to faktu, że w porównaniu z całą treścią akurat to wypadło niezbyt dobrze. Może to kwestia tego, że mam za sobą mnóstwo książek z tym wątkiem i trochę mi się on przejadł. Mniej doświadczony czytelnik na pewno tego nie odczuje i będzie z zafascynowaniem śledzić przebieg walk.

Zakazane życzenie to naprawdę dobra książka, pełna wyrazistych bohaterów, pięknych opisów, mnóstwa akcji i walki o najważniejszą wartość - miłość. Bardzo miło spędziłam czas podczas zapoznawania się z tą historią i z chęcią wrócę do niej w przyszłości. No bo przecież kocham bajki, a co może być lepszego dla książkoholika niż baśń w wersji papierowej.
★★★★★★★☆☆

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję:


środa, 8 marca 2017

Rewizja | Remigiusz Mróz

Rewizja | Remigiusz Mróz

Każdy z nas najprawdopodobniej ma takiego autora do którego wraca z każdą nową wydaną powieścią. Powoduje to między innymi sentyment, lub po prostu styl, który zadziwiająco przypadł do gustu. U mnie jednym z takich autorów jest Remigiusz Mróz. Swoją przygodę z Jego książkami zaczęłam od trylogii Parabellum, którą pokochałam całym sercem. Potem nastąpiło wyszukiwanie kolejnych tytułów i śledzenie najnowszych premier. Na ten moment pan Mróz wydaje więcej książek niż jestem w stanie przeczytać nie porzucając wszystkich swoich obowiązków, jednak co jakiś czas sięgam po kolejne jego dzieło i tym razem mój wybór padł na Rewizję.

Trzeci tom sagi prawniczej z Chyłką i Zordonem przedstawia kolejną sprawę z którą postanawia zmierzyć się pani mecenas. Tym razem przychodzi jej bronić Roma, którego żona i córka zostały zamordowane. Sprawa wydaje się oczywista, dyskryminacja rasowa i brak innych dowodów sprawiają, że wszystkie podejrzenia kierują się w stronę wdowca. Jednak jak to bywa w książkach Mroza podczas całego postępowania na światło dzienne wypływają coraz to nowsze fakty i wszystko zaczyna się komplikować.

Podstawowe pytanie na początek. Dlaczego przeczytałam dopiero teraz trzeci tom jak niebawem wychodzi piąty? Przecież uwielbiam tę serię i według mnie jest najlepszą, która ukazała się spod pióra pana Remigiusza. Chyba bałam się, że pochłonę te książki zbyt szybko i potem nie będę mogła wyjść z dołka czytelniczego do momentu wydania Inwigilacji. Moja metoda to dawkowanie Chyłki i Zordona. Tak jest bezpieczniej dla mojego zdrowia czytelniczego. Pierwsze kilka stron już wywołało na mojej twarzy uśmiech. Nie wiem czy też tak wam się zdarza, ale ja, kiedy sięgam po powieści swoich ulubionych autorów czuję się jakbym wracała po długiej i męczącej podróży do domu. Znajomy styl i humor od razu relaksują i zanurzam się w powieść od pierwszego rozdziału. W tym przypadku było identycznie. Cięty język Joanny i ciapowatość Kordiana sprawiły, że czas, który minął między lekturą Zaginięcia i Rewizji wyparował i miałam wrażenie, że nigdy nie opuszczałam ich losów.

Po wydarzeniach z Zaginięcia sytuacja w życiu Joanny dość mocno się skomplikowała i prawniczka jest na dobrej drodze do totalnego wyniszczenia. Nieznacznie denerwowało mnie jej uzależnienie i fakt, że ciągle było ono wyolbrzymiane. Po dziesiątym przypomnieniu kolejnej wizyty w Almie zaczęło mnie to męczyć, ale rozumiem zabieg autora. Najprawdopodobniej chciał on istotnie zaznaczyć stan w jakim jest Chyłka i że nie są to przelewki. Mimo tymczasowej niedyspozycji Joanna nie straciła swojego charakteru i dalej jest władczą kobietą, która nieraz zwalała mnie z nóg swoimi ripostami. Kordian z kolej jest mniej sierowaty niż w poprzednich dwóch tomach i nawet kupił sobie samochód. Uwierzylibyście w to? Co prawda nie jest to król szos, ale brawo Zordon brawo.


Zagadka w tej książce jest równie intrygująca jak te w poprzednich częściach. Dzięki temu, że sprawa toczy się wokół środowiska Romskiego poznajemy obyczaje i kulturę tej mniejszości. Wątek ten jest niesamowicie dopracowany, przynajmniej według mnie, ale ekspertem w tej dziedzinie nie jestem. Jednak czytając o koczowiskach w mojej głowie dość klarownie rysował się obraz romskiej dzielnicy. Nasz główny bohater Bukano na samym początku dostaję wiadomość o znalezieniu ciał jego żony i córki. Na jego szczęście lub nieszczęście napotyka na swojej drodze Chyłkę. Gdy tylko prawniczka dowiaduję się kto był ubezpieczycielem ofiar, podejmuje się nowej sprawy.

Rzeczą, która szalenie mi się spodobała było wplątanie w tę historię jednego z bohaterów z pierwszego tomu. Nie chcę pisać którego, ale jego zaangażowanie w nową historię dodało jej smaku i jestem bardzo ciekawa jak to wszystko potoczy się dalej w Immunitecie. Jestem pewna, że autor nie porzuci tego wątku, jest on zbyt poplątany i ekscytujący. Poza tym już w Rewizji są nawiązania do tego, jak cała sytuacja ma się rozwinąć i nie mogę się doczekać kiedy sprawdzę czy moje podejrzenia są zgodne z tym co zaplanował autor.

Pan Mróz słynie z tego, że lubi w końcowej części lektury zaszokować czytelnika. Tutaj nie było inaczej, znowu dowiadujemy się czegoś co sprawia, że nie możemy pozbierać się z podłogi. Wiem, że piszę niejasno, ale nie chcę wam tego zdradzać, stracilibyście sporą przyjemność z poznawania tej lektury. Uwierzcie mi jednak na słowo, że będziecie wstrząśnięci, chodź skłamałabym gdybym napisała, że nie rozważałam tego w pewnym momencie. Jednak potwierdzenie moich przypuszczeń tak czy siak wprawiło mnie w odrętwienie.

Rewizja to naprawdę dobra powieść. Widziałam sporo opinii, że odnotowuje się w niej spadek formy autora jednak ja tego nie zauważyłam. Według mnie dorównuje swoim poprzednikom pod każdym względem. Jedyne, czego mi brakowało to większej ilości konfrontacji Chyłki i Zordona. Uwielbiam ten duet i ich przepychanki i liczę na więcej sytuacji z nimi w kolejnych tomach. Muszę również przyznać, że moją ulubioną częścią na ten moment nadal pozostaje Zaginięcie, ale mam nadzieję, że Immunitet zrzuci je z piedestału i zachwyci mnie jeszcze bardziej. 
★★★★★★★☆☆☆

niedziela, 5 marca 2017

Rok 1984 | George Orwell

Rok 1984 | George Orwell

Po Rok 1984 Georga Orwella sięgnęłam z trzech powodów. Po pierwsze, nigdy nie spotkałam się z negatywną opinią na temat tej książki. Każdy na bookstagramie i booktubie zachwalał ją i polecał. Po drugiej znajduje się ona na liście Wyzwania czytelniczego Rory Gilmore, w którym, jak wiecie albo i nie, biorę udział. Trzecim czynnikiem, który przechylił szalę z Rokiem 1984 w moją stronę jest fakt, że był on lekturą szkolną, a ja jako przykładny uczeń lektury czytam, lub chodź staram się.

W powieści tej poznajemy Winstona, przykładnego członka partii, który nie wyróżnia się niczym niezwykłym. Ma swoją rutynę, stabilną, monotonną pracę i jest względnie zadowolony z życia. Nadchodzi jednak taki moment, kiedy w całym ustroju Oceanii, czyli jednym z trzech mocarstw w tej powieści, coś zaczyna mu nie pasować. Fakty nie łączą się logiczną całość co wywołuje sprzeczne emocje u bohatera i zaczyna on szukać odpowiedzi na nurtujące go pytania.

Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszę się, że zabrałam się za tę książkę. Generalnie lektury w liceum w większości przypadków są świetne, ale Rok 1984 przebił wszystkie, które czytałam do tej pory.

W wyżej wspomnianej Oceanii panują rządy partii, wielbiącej Wielkiego Brata. Wielki Brat jest wszędzie, widzi wszystko, kontruluje myśli, słowa, czyny. Nie można od niego uciec, jest niczym Bóg - wszechobecna siła nadzorująca życie mieszkańców. Jedzenie jest wydawane na kartki, a teleekranów, czyli formy telewizorów, nie można nigdy wyłączyć. Monitorują one cały czas działania obywateli. Za wszystko można być skazanym, a największą zbrodnią jest myślozbrodnia. Również ministerstwa tego państwa są jednym wielkim paradoksem: Ministerstwo Prawdy zajmuje się zmienianiem faktów, tak aby były zgodne z ideologią partii, Ministerstwo Pokoju prowadzi działania wojenne, Ministerstwo Miłości zapobiega jakimkolwiek uczuciom, a Ministerstwo Obfitości odpowiada za racjonowanie przydziałów jedzenia. Świat ten wydaje się być przerażający, lecz ludzie tego nie widzą i ślepo wierzą w każdy komunikat Wielkiego Brata. Wszelkie odstępstwo lub własne zdanie jest niesamowicie niebezpieczne, ponieważ Policja Myśli cały czas pracuje, wyłapując buntowników, aby ich unicestwić. Dochodzi do tego, że nawet myśli obywateli są zniewolone. Nie mają oni prawa do własnego zdania oraz przyjemności, a miłością mogą obdarzyć tylko Wielkiego Brata. 

Gdy zaczęłam zagłębiać się w świat wykreowany przez George'a Orwella byłam coraz bardziej zdziwiona tym, co ten autor potrafił stworzyć. Wymyślił wizję przyszłości, w której nic nie jest pewne, a ludzie przedstawieni są jako bezduszne kreatury, niezdolne do odczuwania jakichkolwiek emocji i uczuć. Zwykłe pisanie pamiętnika okazuje się być przestępstwem, które może skończyć się utratą życia. System jednak nie poprzestaje na morderstwie - osobę skażoną trzeba całkowicie unicestwić i zniszczyć wszystkie dowody na to, że kiedykolwiek istniała. Tym właśnie zajmuje się Winston, który pracuje w Ministerstwie Prawdy. Często zdaje się mu zmienić tekst przemowy Wielkiego Brata, czy treści artykułu w którym występuje nazwisko osoby unicestwionej. Nie zadaje on zbyt dużo pytań, po prostu wykonuje swoją pracę jak każdy przykłady członek partii. Bierze udział w dwóch minutach nienawiści, potępia rewolucję i cieszy się z dobroci jaką obdarzają państwo przywódcy, aż do momentu pewnej niezgodności, którą udaje się mu wyłapać. Zaczyna zauważać coraz więcej, aż dopuszcza się pierwszej zdrady: postanawia prowadzić pamiętnik. Winston jest świadomy, że moment zapisania pierwszego słowa jest równoznaczny z wydaniem wyroku śmierci, mimo to, decyduje się na to.


Nie chcę wam tu za dużo pisać o fabule, bo jednak każdy powinien sam móc ją odkryć. Rok 1984 to przede wszystkim świetny obraz przyszłości, która miała już miejsce i która może się powtórzyć. Przecież wszystkie te zniewolenia działy się zarówno w niemieckich jak i rosyjskich obozach pracy, tyle że tam ludzie byli świadomi swojej sytuacji w przeciwieństwie do bohaterów powieści Orwella. Książka ta rewelacyjnie ukazuje próby buntu uciśnionego człowieka, który mimo, że nie zgadza się z panującym systemem, to wciąż nie potrafi znaleźć w sobie siły, aby się mu przeciwstawić. Mamy tutaj również drogę do totalnego wyniszczenia i złamania człowieka, który w momencie największego bólu i upokorzenia gotów jest zmienić wszystkie swoje przeświadczenia poczynając od powszechnej prawdy jaką jest działanie dwa plus dwa. Dwa plus dwa może równać się pięć jeśli tylko tego zażyczy sobie partia. 

Najbardziej przerażają w tym wszystkim jest to, że świat dąży właśnie do takiego zniewolenia. Już teraz większość ludzi nie wyobraża sobie dnia bez sprawdzenia Facebook'a, Instagram'a czy Snapchat'a. Do wszystkiego używamy internetu nie będąc nawet świadomym, jak bardzo się przez to odkrywamy. Wysyłamy swoje zdjęcia przez różne komunikatory, zakładamy blogi i tworzymy swój kącik w miejscu, gdzie każdy może to zobaczyć. Czy nie przypomina to ciągłej obserwacji, jak to było w Roku 1984? Ja widzę sporo powiązań.

Niezaprzeczalną zaletą tej powieści jest to, że czyta się ją niczym najlepszą młodzieżówkę, no może z wyjątkiem księgi Goldsteina, przez którą jednak warto przebrnąć, bo tłumaczy wiele zagadnień poruszanych w książce. Mimo licznych opisów, nie byłam ani trochę znudzona, przeciwnie, chłonęłam niczym gąbka wszystkie zawiłości tego świata próbując go poznać i jak najlepiej zrozumieć. Zafascynował mnie system i to jak ludzie są mu ślepo podporządkowani i dzięki każdej nowej informacji, coraz lepiej budowałam rekonstrukcję Oceanii w swojej głowie. 

Bardzo cenie książkę, jeśli wzbudza we mnie jakieś refleksje. Lubię czytać niewymagającą literaturę, po to aby się po prostu zrelaksować i odpocząć - czytanie jest dla mnie przede wszystkim przyjemnością. Jednak czasami mam ochotę zabrać się za coś, co zostawi mi w głowie mnóstwo pytań, nad którymi będę mogła trochę się zastanowić i cholernie cieszę się, że Rok 1984 był taką lekturą. Spełnił wszystkie moje oczekiwania, a uwierzcie, że były one ogromne. To jak bardzo ta książka była polecana na samym stracie postawiło jej wysoką poprzeczkę, którą na szczęście udało się jej przeskoczyć. Jedyne czego żałuję to fakt, że zabrałam się za nią dopiero teraz, chodź może to i dobrze - jestem starsza i więcej mogłam z niej wynieść. Rok 1984 to genialna powieść i każdy, dosłownie każdy powinien się z nią zapoznać.

★★★★★★★★★☆

sobota, 4 marca 2017

Co czytałam w lutym 2017

Co czytałam w lutym 2017

Kiedy to się stało, że piszę już drugie podsumowanie miesiąca? Luty przeleciał mi jak przez palce i nie mam pojęcia jakim cudem to się stało. Do matury zostały raptem dwa miesiące, w szkole nie wyrabiam się na zakrętach, ale jakoś znalazłam czas na przeczytanie kilku książek. Nie były to szalenie obszerne lektury, ten miesiąc płyną pod patronatem krótkich książek. Książek w większość "poważniejszych" z czego bardzo się cieszę. 4 z nich to również pozycję z Wyzwania czytelniczego Rory Gilmore, w którym zdecydowałam się wziąć udział i jak widać nie idzie mi to tak źle. 

Pierwszą, za jaką zabrałam się w tym najkrótszym miesiącu w roku, był Zagubiony heros. Nie będę się tutaj o nim rozpisywać, bo jest na blogu osoby post o nim (link). Pierwsza część kolejnej serii Riordana spodobała mi się i niedługo będę chciała zabrać się za kolejny tom.


Hamlet to książka wybierana pod Wyzwanie czytelnicze Rory o którym jest już oddzielny post (link). W nim piszę troszkę więcej o tym dramacie, więc jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do przeczytania.

Następnie przyszła pora na lekturę do szkoły i w tym miesiącu był to Inny Świat. Książka o łagrach, która mimo swojej tematyki bardzo mi się spodobała. W ostatnim podsumowaniu (link) wspominałam, że lubię tematykę związaną z obozami, dlatego ta powieść pozwoliła mi dowiedzieć się nowych rzeczy o tamtej rzeczywistości.


Myszy i ludzie, Jądro ciemności i Love story to kolejne książki z Wyzwania i o nich również więcej w wyżej wymienionym poście. Nie chce powielać swoich opinii w kilku miejscach, dlatego jeśli macie ochotę zajrzyjcie post wcześniej. :)


W tym miesiącu również przeczytałam Losing hope, o której nawet pisałam tutaj trochę więcej. Ciekawskim zostawiam link do moich przemyśleń.

I ostatnią, ósmą książką, a właściwie tomikiem poezji, jest Mleko i miód. Wiersze, które opanowały internet, pisane przez młodziutką dziewczynę, były przeze mnie najbardziej wyczekiwaną pozycją od kilku miesięcy. Ogromnie się cieszę, że wydawnictwo otwarte postanowiło przełożyć je na język polski i chodź tłumaczenie nie dorównuje oryginałowi, to i tak była to przyjemna lektura.

Jak widzicie luty nie wypadł wcale tak źle. Mam nadzieję, że moje tempo czytania utrzyma się w kolejnych miesiącach, ale patrzą na to, ile już teraz mam do roboty to nie chcę sobie nawet wyobrażać co to będzie w kwietniu. Mam nadzieję, że wasz miesiąc był udany i jesteście zadowoleni ze swoich wyników.:)

środa, 1 marca 2017

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore #1

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore #1
W ostatnim czasie Gilmore Girls zawładnęły moim życiem, więc stwierdziłam, że fajnie będzie wziąć udział w Wyznaniu czytelniczym Rory Gilmore za które odpowiedzialna jest Alicja (link do bloga). Ale o co chodzi w tym wyzwaniu? W wielkim skrócie: czytamy książki, które czytała Rory w serialu. Co jakiś czas będę dzielić się tutaj z wami moimi postępami.
Na początku tylko wymienię te książki, które czytałam przed rozpoczęciem wyzwania, a potem przejdziemy do tych wybieranych już pod nie. A więc:
1. Carrie - Stephen King
2. Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón
3. Alicja w krainie czarów - Lewis Carroll
4. Charlie - Stephen Chbosky
5. Harry Potter i czara ognia - J. K. Rowling
6. Harry Potter i kamień filozoficzny - J. K. Rowling
7. Dziewczynka z zapałkami - Hans Christian Andersen
8. Królewna Śnieżka - bracia Grimm
9. Makbet - William Shakespeare
10. Mistrz i Małgorzata - Michaił Bułhakow
11. Pinokio - Carlo Collodi
12. Śnieżka i Różyczka - bracia Grimm
13. Roszpunka - bracia Grimm
14. Romeo i Julia - William Shakespeare
15. Zabić drozda - Harper Lee
16. Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski
17. Złotowłosa i trzy niedźwiadki 


Pierwszą książką, którą przeczytałam do tego wyzwania, był Hamlet Williama Shakespeare'a. Od dawna chciałam przeczytać ten dramat i akurat nadarzyła się ku temu okazja. Akcja zaczyna się od objawienia ducha ostatniego króla, czyli ojca Hamleta, który mówi mu, że jego śmierć to nie był wypadek, tylko morderstwo. Młody Hamlet nie może się z tym pogodzić i dąży do ujawnienia prawdy. Czytając ten dramat miałam wrażenie, że Hamlet jest jednym z pierwszych ironicznych bohaterów, jaki pojawił się w literaturze. Możliwe, że nad interpretuję, ale naprawdę często czułam płynący z jego słów sarkazm. Mimo, że jest to klasyk, to bardzo mi się podobał i według mnie był lepszy od Makbeta, którego omawiałam w szkole.


Myszy i ludzie to powieść, którą poleca bardzo dużo osób. Opowiada historię Lenniego i Georga - dwóch przyjaciół, którzy razem zatrudniają się do pracy. Lennie, niesamowicie silny mężczyzna, ma mentalność małego dziecka i cały czas pakuje siebie i swojego towarzysza w tarapaty. Książka ta, mimo swojej niewielkiej objętości jest niesamowicie poruszająca. Pokazuję jak wygląda prawdziwa przyjaźń, a zakończenie sprawia, że w oku kręci się łezka. Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z twórczością Steinbecka to polecam wam to z całego serca, na pewno się nie zawiedziecie.


Jądro ciemności omawiałam kiedyś w szkole jako lekturę i wtedy nie dałam rady jego przeczytać. Tym razem nie było wcale łatwiej, ale stwierdziłam, że te 70 stron nie pokona mnie i przebrnęłam przez opowieść Marlowa. Najprawdopodobniej na mój odbiór tej książki wpływa również fakt, że czytałam ją w wydaniu z Grega, którego nie cierpię. Nie bardzo nawet wiem co wam o niej napisać. Uważana jest za świetną, pełną przesłań opowieść, ale mi po prostu nie podeszła. Na szczęście każdy z nas jest inny i nie wszystko musi się każdemu podobać, prawda?



Kolejny mój wybór padł na Love story Ericha Segala. Spodziewałam się czegoś prostego i szybkiego i to otrzymałam. Historia ta nie była niczym odkrywczym, bardzo przypominała mi Jesienną miłość Sparksa, chodź chyba powinnam napisać, że to powieść Nicolasa przypomina mi Love story, bo z tego co się zorientowałam to ta druga wyszła wcześniej. Nie do końca też wiem, dlaczego jest ona okrzyknięta największym bestsellerem o miłości. Według mnie na ten tytuł nie zasługuje i wiele rzeczy można byłoby w niej zmienić.


Na dzisiaj to tyle, wydaje mi się, że w tych postach będę pokazywać wam po 3-4 książki, zobaczymy jakie będzie moje tempo realizowania wyzwania. A wy bierzecie w nim udział i próbujecie odtworzyć listę czytelniczą Rory? :)
Copyright © 2016 oddam ci książkę , Blogger