poniedziałek, 27 lutego 2017

oddam ci książkę #2

oddam ci książkę #2

Pamiętacie jak w ostatnim poście z tej serii pisałam, że nie będą się one pojawiać zbyt często? Jak miałam plany nie kupować w 2017 roku dużo nowych książek i w końcu wyczytać swoją biblioteczkę? Zawaliłam to totalnie i chodź cieszę się z każdej nowej książki, jakby Boże Narodzenie zaczynało się na nowo z każdym dzwonkiem do drzwi i nową przesyłką, to naprawdę powinnam ograniczyć swoje kupowanie. Większość książek, które do mnie przybyły w tym miesiącu związane są z jakąś promocją, więc chodź o tyle dobrze, że mój portfel nie cierpiał aż tak intensywnie. 

Jeśli orientujecie się w księgarniach internetowych to wiecie, że Znak bardzo często lubi nas kusić różnymi wyprzedażami typu -60%, kup dwie za 22 zł itp. Zazwyczaj w ich asortymencie pojawiają się te same tytuły, lecz raz na jakiś czas dorzucają coś nowego i tak było w tym przypadku. Gdy tylko zauważyłam Fobosa, mój portfel sam wyrywał się do zakupów, a skoro nie bardzo opłaca się brać jedną książkę to oczywiście musiałam dobrać coś jeszcze. Mój wybór padł na Przez ciemność czyli nowelki do serii Mroczne umysły. Teraz, gdy mam już wszystkie części na półce może szybciej zabiorę się za tę trylogię.


Kolejną książkę kupiłam od Magdy z instagrama magda.reads (link). Magda któregoś pięknego dnia robiła na swoim bookstagramie wyprzedaż zalegających jej książek i jako że wśród nich był Lion. Droga do domu znowu stwierdziłam, że taka okazja się szybko nie powtórzy, więc trzeba skorzystać. I tym sposobem trzecia książka znalazła się u mnie.




Wiecie jakim zdradzieckim miejscem jest bookstagram? Większość moich zakupów jest właśnie z inspiracji nim i gdy tylko zauważyłam Bez mojej zgody za całe 7 zł, jako pierwszy tom nowej serii ukazującej się w kioskach co dwa tygodnie, czym prędzej pobiegłam do najbliższego punktu z nadzieją, że jeszcze znajdę tę książkę. No i oczywiście, że była. Portfel stawał się coraz lżejszy, ale ja za to byłam szczęśliwa.


Kolejne zdradzieckie miejsce, którego muszę się zacząć wystrzegać to zdecydowanie supermarkety i kosze z promocjami. Gdy widzę taki kosz od razu włącza mi się lampka w głowie "musisz to przegrzebać". Jak ja biedna mam walczyć z duszą książkoholika, przecież się nie da, więc zaczynam oglądać zawartość kartonów. Tym razem książkami, które zdobyłam są Wichrowe wzgórze i Piękna katastrofa. Pierwszej z nich jeszcze nie czytałam, ale jest to klasyk na który chyba najbardziej nie mogę się doczekać. Z kolei Piękną katastrofę kiedyś czytałam w formie ebooka z polecenia koleżanki, a skoro była za dyszkę to czemu by jej nie wziąć.


I już ostatnia nabyta przeze mnie książka w lutym to Mleko i miód. Nawet nie wiecie jak obsesyjnie sprawdzałam śledzenie paczki na inpoście co chwila odświeżając z nadzieją, że czeka na mnie w paczkomacie. Mleko i miód już przeczytałam, ale recenzja się nie pojawi, ponieważ według mnie poezja to jest rzecz bardzo osobista i każdy odbiera ją na swój sposób. Część wierszy z tego tomiku uwielbiam, część podoba mi się trochę mniej. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem to polecam wam najpierw przeczytać kilka z nich w internecie i sprawdzić czy jest to coś, co wam się podoba, ponieważ poezja Rupi ma to do siebie, że nie jest dla każdego.


Uf dotarłam do końca. Napiszcie mi koniecznie jakie wy zdobyliście nowe książki w ostatnim czasie. Patrząc na plan premier na marzec zastanawiam się skąd wezmę pieniądze na te wszystkie fantastyczne tytuły. Rok 2017 zapowiada się genialnie pod względem wydawniczym i mam nadzieję, że taki pozostanie.

piątek, 24 lutego 2017

Książki, na które czekam #1

Książki, na które czekam #1
Zawsze z niecierpliwością wyczekuję filmiku Marthy Oakiss o nowościach wydawniczych (link do kanału). Uwielbiam odkrywać nowe książki warte uwagi i sukcesywnie dopisywać je do listy do przeczytania. Dlatego stwierdziłam, że podzielę się z wami kilkoma pozycjami, których nie mogę się doczekać i najchętniej przyspieszyłabym czas, żeby mieć je już w swoich łapkach.


Na pierwszym miejscu jest książka, która ma premierę już pierwszego marca, a więc za kilka dni. Mowa tu o tomiku poezji Rupi Kaur. Mleko i miód to zbiór wierszy, który ukaże się w Polsce nakładem wydawnictwa Otwartego. Zrobiły one furorę zarówno na polskim jak i zagranicznym bookstagramie i w pewnym momencie widniały praktycznie na każdym zdjęciu. Zaciekawiona ich fenomenem postanowiłam poszperać trochę w internecie i przepadłam. Ujęły mnie swoją prostotą i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zapoznać się ze wszystkimi.


O kolejnej książce chyba nie muszę za dużo pisać. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć oryginalny scenariusz to film o Newcie Scamanderze przeniesiony na papier. Mimo, że to tylko scenariusz, to ja jako ogromna fanka Harry'ego muszę go mieć w swojej kolekcji, poza tym popatrzcie tylko na okładkę, będzie pięknie zdobić moją biblioteczkę.





Następne trzy książeczki również pochodzą ze świata Harry'ego Pottera, a mowa tutaj o Baśniach barda Beedle'a, Quidditchu przez wieki i Fantastycznych zwierzętach i jak je znaleźć. Ten post będzie zdominowany przez twórczość J.K. Rowling, ale nic nie poradzę na to, że wydawnictwo tak nas rozpieszcza. Wszystkie te podręczniki miałam okazję już czytać, ale niestety nie mam swoich egzemplarzy, więc teraz będzie idealna okazja do nabycia ich z pięknymi ilustracjami w środku.




Colleen Hoover uwielbiam, więc nic dziwnego, że jej książki musiały pojawić się w tego typu poście. Confess i It ends with us mają zostać wydane u nas jeszcze w tym roku. Druga z nich uważana jest za najbardziej dojrzałą i jednocześnie najlepszą książkę tej autorki, więc tym bardziej nie mogę się doczekać kiedy będę mogła wyrobić sobie o niej własne zdanie. Mam również nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się zostawić oryginalne okładki, jak to było w przypadku November 9, bo są prześliczne.

Ostatnia, ale nie mniej wyczekiwana nowość to Lord of Shadow od Cassandry Clare. Jako nocny łowca całym sercem nie mogę przegapić tej premiery, tym bardziej, że Pani noc pozytywnie mnie zaskoczyła. Wiem, że Cassie w swoich książkach stosuje ten sam schemat, ale nic nie poradzę na to, że nie potrafię porzucić tego uniwersum i czytam wszystko co zdecyduje się wydać. Z tą książką jest tylko taki problem, że jej zagraniczna premiera jest dopiero w maju i nie mam pojęcia kiedy ukaże się w Polsce. Jestem również ciekawa jak bardzo tym razem schrzanią tytuł. Była Pani noc to może teraz czas na Lorda Cieni? Nawet nie chcę o tym myśleć i się na zapas denerwować.


Na ten moment to wszystkie książki, na które czekam z niecierpliwością. Napiszcie koniecznie do jakich premier wy odliczacie dni. :D

sobota, 18 lutego 2017

Losing Hope | Colleen Hoover

Losing Hope | Colleen Hoover

Na samym początku muszę się wam przyznać, że nie przepadam za czytaniem tej samej historii dwa razy z różnych perspektyw. Według mnie jest to w większości przypadków niepotrzebne i nie wnosi niczego nowego do głównej opowieści. Najprawdopodobniej jest to po prostu "rzut na kasę" - pierwsza książka świetnie się sprzedała, więc dlaczego nie napisać by drugiej. Nie wiem jakie było zamierzenie Colleen Hoover gdy tworzyła Hopeless i Losing Hope. Czy wiedziała, że napisze dwie perspektywy, czy przyszło to z czasem. Faktem jest, że Losing Hope to nic odkrywczego, co mnie niestety zawiodło.

W Losing Hope mamy tę samą historię co w Hopeless, ale ukazaną z perspektywy Holdera. Została ona rozszerzona o kilka wydarzeń: śmierć Less oraz pare scen dziejących się już po zakończeniu pierwszej książki i to tak naprawdę wszystko. Dialogi są przepisane, emocje, które odczuwa Holder są identyczne jak te odczuwane przez Sky tyle, że przedstawione za pomocą czasowników rodzaju męskiego. W całej powieści wyjaśniły mi się jakieś dwie, trzy sprawy i nie były to rzeczy niesamowicie ważne, nazwałabym je "smaczkami" tej historii, ponieważ były urocze, lecz nie wnosiły niczego istotnego. Chociażby historia czytnika Sky (ci co czytali, będą wiedzieć o co chodzi).

Jestem zawiedziona dlatego, że oczekiwałam po tej książce więcej. Myślałam, że skupi się bardziej na relacji Dean'a i Less, a o nich mamy całe 50 stron. Później następuje Hopeless 2.0, a na koniec mamy słodkie sceny ze związku Sky i Holdera. Autorka nie skupiła się na przekazaniu czytelnikowi, nowych ciekawych faktów, więc wyszło to co wyszło.

Z całej tej książki najbardziej przypadły mi do gustu listy pisane przez Holdera do Less. Tutaj w końcu pojawiły się inne emocje, niż te znane nam z Hopeless, które sprawiły, że wpadłam w pewnego rodzaju melancholię. Dzięki nim bardziej potrafiłam wczuć się w sytuację Dean'a i jego rodziny po utracie tak ważnej dla nich osoby.

Miałam ogromny problem z ocenieniem tej powieści i długo się nad tym zastanawiałam. Mimo, że wymieniłam więcej wad niż zalet moja ocena jest dość wysoka. Dlaczego? Dlatego, że Losing Hope nie była zła, była po prostu druga. Jestem pewna, że gdyby autorka najpierw ukazała nam perspektywę Holdera moje zdanie byłoby zupełnie inne. Więcej! Według mnie wystarczyłoby dodać do Losing hope kilka scen z Hopeless i cała historia mogłaby się zamknąć w jednej książce. I tutaj nasuwa się pytanie dlaczego do Losing Hope a nie do Hopeless? Odpowiedź jest dość prosta - perspektywa Holdera, mimo powtarzających się wydarzeń, podobała mi się bardziej. Tutaj pewnie znowu działa moje uprzedzenie do żeńskich bohaterek i chodź lubię Sky, to bardziej interesowały mnie przemyślenia beznadziejnego chłopaka. 

Finalnie siedem na dziesięć gwiazdek wydaje mi się być uczciwą oceną. Jeszcze bardziej polubiła Holdera i dostałam jako tako namiastkę jego relacji z Lesslie. Mimo, że spodziewałam się czegoś innego, to nie żałuję lektury tej książki. Zawsze miło wraca się do ulubionych bohaterów i ich losów.


★★★★★★★☆☆☆

piątek, 17 lutego 2017

Seriale, które oglądam #2

Seriale, które oglądam #2

Czas na drugą część postu o serialach. Dzisiaj będzie o tych, które oglądam, ale jeszcze ich nie skończyłam, bądź nie jestem z nimi na bieżąco. Tak naprawdę byłam przekonana, że jest ich więcej, ale może to dobrze, że jest inaczej. Będę miała więcej czasu na skończenie tych niżej wymienionych.:)


Pierwszy i zdecydowanie mój ulubiony to Gilmore girls. Opowiada o Lorelai i Rory. Matce i córce. O ich relacji, kłopotach i przygodach. Ten serial należy do tych długich, ale mi to w ogóle nie przeszkadza, bo kocham wszystkich bohaterów, dosłownie wszystkich. Nawet jak ktoś mnie denerwuje to i tak go kocham. Przyznam wam się szczerze, że tak totalnie wkręciłam się w ten serial jakoś w drugim sezonie i jest to teraz moje małe uzależnienie.


Kolejny serial, który oglądam to Outlander. Stworzony na podstawie książek Diany Gabaldon i aktualnie liczący dwa sezony. Z tego co wiem, każdy sezon ma odpowiadać jednej książce. Na razie obejrzałam tylko pierwszy i dwa odcinki drugiego, ale planuje kontynuować go w najbliższym czasie. Jest to historia Claire Randall, która jak się okazuje, potrafi przenosić się w czasie i przez przypadek trafia do XVIII wiecznej Szkocji. Tutaj jak w przypadku Gry o tron, o której pisałam w poprzedniej części (link), wszystko jest świetnie dopracowane i czujemy jakbyśmy sami przenieśli się do Szkocji.


Suits to serial o amerykańskich prawnikach, który pokochałam od pierwszego odcinka. Aktualnie jestem na 4 sezonie i podoba mi się on trochę mniej niż te pierwsze, ale i tak planuje do niego wrócić. Główną postacią jest tam Mike, który przez przypadek zostaje zatrudniony w jednej z największych kancelarii w Nowym Jorku i tak cały serial się rozpoczyna. Jeśli lubicie tego typu klimaty, to jak najbardziej polecam.

Na ten moment to wszystkie seriale, jakie oglądam. Kiedyś również miałam przygodę z Pamiętnikami Wampirów i The Originals, ale przestały mnie interesować. Próbowałam również Shadowhunters i tutaj obejrzałam cały pierwszy sezon tylko po to, aby mieć na co narzekać. Niestety nie jestem aż taką masochistką, aby katować się sezonem drugim, tym bardziej, że mniej więcej wiem co się tam wyprawia.
Najprawdopodobniej w przyszłości pojawi się jeszcze jakiś post z tej serii, bo na pewno zacznę oglądać coś nowego. Jak pisałam w pierwszym poście, jest to jedno z moich uzależnień zaraz po książkach i ciągle szukam nowych. :)

Jak pod ostatnim postem, napiszcie mi koniecznie czy oglądacie któryś z nich. Możecie również polecić mi jakiś, którego nie wymieniłam. Z chęcią poznam jakąś nową perełkę. :)

niedziela, 12 lutego 2017

Top 3 pary książkowe

Top 3 pary książkowe
Walentynki zbliżają się wielkimi krokami, więc czemu by nie zrobić topki związanej właśnie z tym świętem. Jako zwolennik młodzieżówek bardzo często spotykam się w wątkiem miłosnym, który, nie oszukujmy się, występuje prawie w każdej książce. Ciężko znaleźć powieść młodzieżową w której bohaterowie nie zakochują się w sobie. Dlatego postanowiłam podzielić się z wami trzema moimi ulubionymi parami książkowymi. Wszystkie trzy stawiam na tym samym miejscu, więc kolejność nie ma tu znaczenia.


Pierwsza para to przeurocza Lara Jean i Peter z Do wszystkich chłopców których kochałam Jenny Han. Początkowo nie byłam przekonana do tego połączenia, ale stopniowo z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej zaczęłam im kibicować i w pewnym momencie przepadłam totalnie. Ich związek rozpoczął się tak naprawdę w dość dziwny i nietypowy sposób i nie chcę wam tutaj pisać w jaki, dlatego, że byłby to spojler, a przecież większość z nas za tym nie przepada. Możliwe, że tak bardzo lubię tą parę ze względu na całą książkę, która jest niesamowicie ciepła i kochana. Ma cudowny klimat i czytało mi się ją z wielką przyjemnością. Jestem pewna, że kiedyś do niej wrócę i już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za drugi tom, w którym mam nadzieję, sprawy między Larą a Peterem pójdą po mojej myśli.

Kolejni ulubieńcy to Rose i Dimka z Akademii Wampirów Richelle Mead. Kurczę nawet nie wiecie jak bardzo ich uwielbiam. Czekanie na moment, kiedy w końcu będą razem, było dla mnie katorgą, a to co Richelle zrobiła po tym cudownym wydarzeniu wołało o pomstę do nieba. Ten związek nie jest typowo cukierkowym młodzieńczym zauroczeniem i właśnie jego dojrzałość najbardziej mnie urzekła. Zarówno Rose, jak i Dimka są świadomi swoich obowiązków i nie rzucają wszystkiego w diabły, aby być razem. Są odpowiedzialni i wiedzą, że mają przede wszystkim chronić swoich podopiecznych, nieważne jakie będą tego konsekwencje. Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z Akademią Wampirów to serdecznie wam ją polecam. Wiem, że teraz jest bardzo trudno ją gdziekolwiek znaleźć, ale uwierzcie mi, że naprawdę warto chociażby poszukać w bibliotece, ponieważ są to jedne z lepszych młodzieżówek jakie miałam okazję czytać.

I już ostatnią parą, ale wcale nie mniej lubianą, jest Samantha i Jase z Mojego życia obok Huntley Fitzpatrick. Wiem, że miało być o parach, ale muszę na samym początku wspomnieć o tym, jak bardzo kocham rodzinę Garrettów. Jeśli kiedyś w przyszłości pojawi się topka z najlepszymi rodzinami książkowymi to uwierzcie, że Garrettowie znajdą się tam na równi z Wesley'ami. Wracając do Samanthy i Jase. Szczerze mówiąc (pisząc) o wiele bardziej wolę w tym związku Jase, bo jest to materiał na idealnego chłopaka, ale Samantha jak na bohaterkę literacką była wyjątkowo znośna. To już chyba jakieś moje zboczenie, że ciężko jest mi polubić żeńskie postaci, ale nie potrafię nic z tym zrobić. Samantha i Jase. Ona z idealnej rodziny, on z tej rozbałaganionej. I jak to w młodzieżówkach bywa, zakochują się w sobie, mimo licznych różnic. W tej książce najbardziej podobało mi się to, że uczucie między bohaterami pojawiało się stopniowo. Często jest tak, że główna para widzi się na ulicy pierwszy raz i już wiedzą, że to miłość do grobowej deski. Tutaj tego nie ma. Wszystko rozwija się w bardzo subtelny, delikatny i w stu procentach autentyczny sposób i to jest według mnie ogromna zaleta tej historii. Polecam ją wam, jeśli szukacie ambitniejszej młodzieżówki z fajną historią i świetnymi bohaterami.

Czytaliście coś z tych wymienionych przeze mnie książek? Jeśli tak koniecznie mi napiszcie i również z chęcią poznam wasze ulubione pary literackie. :)

piątek, 10 lutego 2017

Zagubiony heros | Rick Riordan

Zagubiony heros | Rick Riordan

Sięgając po Zagubionego herosa wiedziałam, że mi się spodoba. Książki o Percy'm bardzo zapadły mi w pamięć, więc z radością zabrałam się, za kolejną serię z tego uniwersum.

W pierwszym tomie Olimpijskich herosów poznajemy trzech nowych bohaterów: Jasona, Leo i Piper. Jak można się domyślić są oni powiązani z światem herosów i na początku powieści trafiają do ich obozu. Otrzymują misję na której wykonanie mają trzy dni i tak rozpoczynają się ich przygody.

W Zagubionym herosie jest wszystko co kocham w książkach Riordana. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron i z niecierpliwością śledziłam losy bohaterów, kibicując im w ich poczynaniach. Przez tę książkę dosłownie się płynie, strony uciekały mi przez palce i zanim się zorientowałam pół powieści było za mną.

Bohaterowie to kolejna zaleta Zagubionego herosa. Riordan wykreował postaci, które przyciągały uwagę, a co najważniejsze nie irytowały mnie. Jest to ogromnym sukcesem ze względu na to, że zazwyczaj mam z tym problem i większość sprawia, że mam ochotę rzucić książką o ścianę. Jedyne do czego mogłabym się tutaj przyczepić to narracja 3-osobowa, której nie jestem zwolennikiem. Na szczęście w przypadku tej książki nie zakłócała mi odbioru, więc nie będę narzekać.

Zdecydowanym plusem książek wujka Ricka jest humor, którego i tutaj nie zabrakło. Głównie zapewniał go trener Hedge, czyli mój totalny ulubieniec. Satyr zawsze znajdował odpowiedni moment, aby włączyć się do akcji, a swoimi wypowiedziami rozśmieszał mnie do łez. Większość fragmentów, które zaznaczyłam sobie przy czytaniu to właśnie sceny z trenerem, bo jak można było nie polubić trenera superkozła.

Niestety z jednej rzeczy nie do końca jestem zadowolona. Chodzi tu o wplątanie do książki mitologii rzymskiej. Wiem, że autor musiał jakoś urozmaicić Olimpijskich herosów, bo wyszedłby z nich Percy 2.0, ale nie jestem do tego zbyt przekonana. Może dlatego, że za bardzo pokochałam grecką wersję i jest ona bliższa mojemu sercu. Mam jednak nadzieję, że po przeczytaniu kolejnych tomów zmienię zdanie i finalnie polubię ten wątek.

Zagubiony heros to bardzo dobre rozpoczęcie nowej serii, którą na pewno będę kontynuować. Riordan to jeden z moich ulubionych autorów książek młodzieżowych i wierzę, że kolejne części będą trzymać poziom i mnie nie zawiodą.

★★★★★★★☆☆☆

sobota, 4 lutego 2017

Seriale, które oglądam #1

Seriale, które oglądam #1

Musicie wiedzieć, że na równi z miłością do książek jest u mnie miłość do seriali. Z o wiele większą przyjemnością zacznę nowy serial niż obejrzę film, dlatego chciałabym podzielić się z wami kilkoma serialami, które oglądam. Seria ta będzie podzielona na dwa posty (a w przyszłości może pojawią się kolejne). Dzisiaj przedstawię wam seriale z którymi jestem na bieżąco, a w kolejnym poście tego typu będą te, które oglądam, ale jeszcze ich nie skończyłam.


Skam to serial, który jest teraz moim zdecydowanym ulubieńcem. Opowiada on o życiu nastolatków w Norwegii i wiem, że brzmi to banalnie, ale jest on naprawdę mądry. Podejmuje takie tematy jak orientacja seksualna, problemy z odżywianiem czy relacje z rodziną. Każdy sezon ma innego głównego bohatera. W pierwszym jest to Eva, w drugim Noora, a w trzecim Isak. Większość odcinków trwa około 20-25 minut, więc ogląda się je niesamowicie szybko. Gdy dodamy do tego świetne ujęcia i ciekawą fabułę wychodzi serial idealny.


Kolejnym moim ulubieńcem jest American Horror Story. Tutaj każdy sezon to odrębna historia - można oglądać je w dowolnej kolejności. Powiązania są znikome, dlatego czy zaczniecie od sezonu pierwszego czy piątego nie robi dużej różnicy. American Horror Story to, jak sam tytuł wskazuje, historie z różnymi "strasznymi" wątkami. Osobiście najbardziej polecam dwa pierwsze sezony - miały najlepszy klimat i rzeczywiście w pewnych momentach bałam się je oglądać. Pozostałe 4 są już mniej straszne, ale fabuła jest równie wciągająca jak w tych poprzednich.


Gra o tron to serial, który pewnie większość z was zna lub chociaż o nim słyszała. Stworzony na podstawie książek George'a R. R. Martina, brutalny i sugestywny serial w którym każdy dąży do zdobycia tytułowego tronu. Uwielbiam w nim wszystko. Jest on dopracowany w każdym calu a bohaterowie wywołują w nas mnóstwo emocji - jednych kochamy, drugich nienawidzimy. Każdy ma swoich faworytów i nie mogę się doczekać siódmego sezonu, aby w końcu wszystkiego się dowiedzieć. I pamiętajcie #teamStark


I już ostatni serial na którego finał czekam z niecierpliwością to Pretty Little Liars. Mamy tutaj przyjaciółki, które prześladuje tajemniczy A. Szczerze, podczas oglądania tego serialu chyba 15 razy zmieniałam zdanie kto może być tym A i na ten moment nie mam już bladego pojęcia. Fakt faktem serial ten ciągnie się już za bardzo, ale czekam na finał, bo nie ukrywam, jestem ciekawa co oni na koniec wymyślą.


Jak wspominałam niedługo pojawi się druga część z kolejną dawką seriali. A wy oglądacie któryś z wyżej wymienionych? A może macie jakiś inny wciągający serial, który możecie mi polecić?

czwartek, 2 lutego 2017

Co czytałam w styczniu 2017

Co czytałam w styczniu 2017
Dzisiaj przyszedł czas na podsumowanie czytelnicze stycznia. W tym miesiącu przeczytałam osiem książek. Ten wynik zawsze mógł być lepszy biorąc pod uwagę, że w styczniu mam ferie, ale i tak jestem w miarę zadowolona.


Nowy rok zaczęłam z Małym księciem. Książeczkę tę czytałam już kiedyś w gimnazjum jako lekturę, ale wtedy miałam do niej negatywne nastawienie - nie lubiłam, kiedy ktoś narzucał mi co mam czytać, dlatego bardzo chciałam zapoznać się z nią "na czysto". Mały książę to niesamowicie mądra, pouczająca opowieść, z której każdy może wyciągnąć uniwersalne prawdy. Wiem, że na pewno do niej wrócę i cieszę się, że była to pierwsza lektura przeczytana w tym roku.

Następnie wzięłam się za Mimo moich win Tarryn Fisher. Minęło już sporo czasu od kiedy skończyłam tę książkę, ale dalej nie wiem jakie jest moje zdanie na jej temat. To co bohaterowie w niej wyprawiali przechodzi ludzkie pojęcie, a to jak autorka wszystko poprowadziła sprawiło, że z każdą stroną byłam coraz bardziej zdumiona i nie dowierzałam, że to wszystko ma miejsce. 

Trzecia książka to lektura do szkoły. Opowiadania Tadeusza Borowskiego, czyli historia Tadka i jego przeżycia w obozie oraz po jego opuszczeniu. Nie będę się tutaj za dużo rozpisywać, ale muszę przyznać, że była to dobra lektura - może dlatego, że lubię czytać na ten temat. Jeśli również lubicie to polecam.

Medaliony Zofii Nałkowskiej to króciutkie opowiadania, a raczej wspomnienia osób, które przeżyły obozy koncentracyjne. Mimo swojej niewielkiej objętości ta książka wstrząsnęła mną i przez pewien czas nie mogłam się po niej pozbierać. Przez swoja prostotę uderza w czytelnika i wywołuje ogrom refleksji na temat przeżyć ludzi i ich zachowań w obliczu okrucieństwa życia obozowego.


Pisane szkarłatem to pierwszy tom trylogii Inni. Mamy tam świetnie wykreowany świat, pełen magii, pradawnych stworów i zagadek. Pierwszy tom bardzo mnie zaciekawił i planuję w najbliższym czasie sięgnąć po drugi tym bardziej, że stoi już na półce i czeka z niecierpliwością.

Dwanaście dni świąt Dasha i Lily miałam przeczytać przez okres świąteczny, ale wyszło jak wyszło i zabrałam się za nią dopiero po świętach. Niestety troszkę się zawiodłam, bo pierwszy tom podobał mi się o wiele bardziej, może to kwestia klimatu, bo czytałam go w pierwszy dzień świąt, nie wiem. Nie była to książka zła, ale arcydziełem też bym jej nie nazwała. Taka na raz, do przeczytania i zapomnienia.

Przedostatnią książką przeczytaną w styczniu był Kod gorączki, czyli piąty tom serii Więzień Labiryntu. Całą książkę przeczytałam z zachowaniem względnego spokoju, pomijając sceny związane z Newtem, no bo kurczę, kocham moje słoneczko. Dopiero ostatnia wiadomość Teresy wywołała u mnie ogrom emocji. Zamykając tę książkę byłam w tak wielkim szoku, że od razu musiałam napisać do koleżanki i zdać jej relacje z tego, jak bardzo James Dashner zniszczył mi całe postrzeganie tej serii. Jedno się jednak nie zmieniło - dalej nienawidzę Teresy z całego serca.


Miesiąc zakończyłam lekturą jednej z moich ulubionych książek. Mówię tu o Hopeless Colleen Hoover. Kocham Holdera, co już pewnie wiecie, jeśli czytaliście skam book tag (link do tagu). Kocham tę historię i mam do niej ogromny sentyment, ponieważ była to pierwsza książka dla której zarwałam noc i była to również pierwsza książka Colleen Hoover jaką przeczytałam. 

Wszystko co czytam jest zawsze na bieżąco na moim bookstagramie (link), dlatego zachęcam was do zajrzenia tam. :)


A co wam udało się przeczytać w pierwszym miesiącu tego roku?

Copyright © 2016 oddam ci książkę , Blogger