wtorek, 11 lipca 2017

Projekt mąż | Aleksandra Krupa


Do polskich autorów, ze smutkiem rzec muszę, podchodzę bardzo ostrożnie. Jedynym pisarzem z ich grona, którego darzę nieograniczonymi pokładami zaufania, jest Remigiusz Mróz. Resztę traktuję z lekką rezerwą, głównie dlatego, że nie mam dużego doświadczenia z lekturami naszych rodzimych pisarzy. Niemniej jednak stwierdziłam, że czas pozbyć się uprzedzeń i zacząć czytać więcej ze swojego podwórka, bo tyle się chwali zagraniczne książki, bez świadomości tego, co oferują te polskie. W moim przypadku na pierwszy ogień poszła książka Projekt mąż pani Aleksandry Krupy. Czy spełniła moje oczekiwania i będę mogła ją pochwalić?

Jak głosi opis na okładce Kika chce zrozumieć mężczyzn. Jest ona dojrzałą rozwódką z dzieckiem, gdy postanawia zmienić coś w swoim życiu i rozpracować przeciwną płeć. Jej plan obejmuje założenie konta na portalu randkowym oraz stopniowe poznawanie różnych typów mężczyzn pojawiających się tam. Chodzi na kolejne randki, zdobywa coraz większą wiedzę, co skutkuje zmianami zarówno w jej życiu, jak i podejściu do świata.

Zacznijmy od tego, że ta książka jest niebywale niewielkich rozmiarów. Przyznam się, że gdy przeczytałam opis w internecie nie zwróciłam uwagi na liczbę stron i po takiej zapowiedzi spodziewałam się czegoś o wiele obszerniejszego, a otwierając paczkę moim oczom ukazał się stuosiemdziesięciostronicowy maluszek, co mnie zaskoczyło. Tekst na okładce sugeruje, że ma to być książka niewątpliwie psychologiczna, zagłębiająca się w tajniki męskiego umysłu, a tu taka niespodzianka. W tym momencie zaczęły się moje pierwsze wątpliwości w stosunku do tej powieści. Kolejne pojawiły się, gdy przeczytałam notkę biograficzną na skrzydełku. Jest w niej zamieszczona informacja, że autorka pracowała nad nią aż dwa lata, co trochę gryzło mi się z jej gabarytami. Mimo wszystko założyłam, że może jest w niej rzeczywiście dużo psychologii, której zanalizowanie trwa pewien czas, jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż pojawiał się głos niepewności. Zaczęłam czytać no i cóż, moje obawy się potwierdziły.


Kika to dorosła kobieta, która na pierwszych stronach rysuję się jako gniewna, niepogodzona z losem bohaterka. Obwinia cały męski gatunek za swoje niepowodzenie z byłym mężem i przygotowuje plan, który ma jej pomóc w ukaraniu jak największej ilości przedstawicieli tej płci. Zakłada konto na SeeMe i pogrąża się w wirtualnym świecie. Tej bohaterki nie potrafiłam polubić. Już od pierwszych stron mnie denerwowała i była totalnym przeciwieństwem tego, co ja cenię w ludziach, ale rozumiałam jej sytuację. Stała się typową kurą domową, z pracą, której nie cierpi i mnóstwem obowiązków na głowie. Do tego rozstała się z mężem i razem z córką Hanią ledwo wiązały koniec z końcem. Historia naprawdę obiecująca, bo status kobiety, jaką reprezentuje Kika jest powszechnie znany, więc sam pomysł i możliwość rozwinięcia go w tę psychologiczną stronę na wielki plus, ale to by było na tyle. 

Czytając tę książkę miałam wrażenie, że autorka na siłę chciała wrzucić w życie głównej bohaterki tyle dramatów, ile tylko mogła. Dawno nie spotkałam się z tak tragiczną postacią, jaką była Kika i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że na tak niewielkiej objętość książki po prostu nie da się umieścić tylu przykrych sytuacji życiowych. Żadna z nich nie była rozwinięta w satysfakcjonujący mnie sposób i kolejne z nich następowały w zadziwiającym tempie. Same znajomości z różnego rodzaju mężczyznami przedstawione były w nad wyraz powierzchowny sposób, a część tych związków trwała przeszło kilka miesięcy, które pani Krupa opakowała w dosłownie dwadzieścia, trzydzieści stron. Szkoda, i to wielka szkoda, bo na każdą z tych relacji widać było, że autorka miała inny plan, który mógł rozwinąć się w coś fantastycznego i złożonego, a niestety został zmarnowany jedynie potencjał na świetną historię. 

Tak jak wyżej pisałam, mnogość wątków i okazji do rozwinięcia przygód Kiki była zadziwiająca, ale jednocześnie nierzeczywista. To nawarstwienie sprawiało, że czułam, jakby autorka sama nie mogła się zdecydować o czym chce pisać i w którą stronę poprowadzić całą fabułę. Początkowo zagłębiła się w kolejnych facetów głównej bohaterki tylko po to, aby mniej więcej w połowie lektury wyskoczyć z poważną chorobą. Brakowało mi tu jakiegokolwiek ciągu przyczynowo-skutkowego i książka wyglądała jak połączenie dwóch zupełnie innych historii, które miały tylko wspólną bohaterkę. 

Nie wiem jak was, ale mnie zawsze najbardziej boli rozczarowanie. Rozczarowanie, gdy spodziewam się czegoś świetnego, co przekona mnie chociażby do danego autora, a sprawia, że mam ochotę omijać go szerokim łukiem. Projekt mąż jest właśnie taką książką. Czymś z genialnym pomysłem, ale mocno średnim wykonaniem. Ubolewam nad tym niemiłosiernie i żałuję, że ta historia nie spełniła moich oczekiwań.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nowae Res.

8 komentarzy:

  1. Trochę szkoda, że wyszło jak wyszło, bo po tytule, opisie czy samej okładce spodziewałabym się czegoś fajnego, odprężającego w pewien sposób. Mówisz o małej ilości stron, ale też nie wiadomo, czy jakby ich było drugie tyle, to te historie byłyby lepiej opowiedziane.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie to, od kiedy tylko przeczytałam opis wiedziałam, że coś z tą książką jest nie tak. Opis też ani trochę mnie nie zachęcił. Kompletnie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z kolei uwielbiam literaturę polską i to po nią sięgam najczęściej, ale widzę po Twojej recenzji, że również czułabym zawód po przeczytaniu tej lektury, zatem odpuszczę ją sobie już teraz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że Cię rozczarowała, ale mimo wszystko nadal chcę poznać tę historię - najwyżej dołączę do grona rozczarowanych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z przykrością stwierdzam, że jest bardzo wiele takich książek. Czasem, czytając, mam wrażenie, że autorka chciała coś "z siebie wyrzucić", przez co porwała się trochę z motyką na słońce, a ostatecznie uznała, że nie chce zrobić z książki tasiemca i może dlatego w niektóre pozycje "upycha się" mnóstwo wiadomości na niewielkiej ilości stron. Nie o to chodzi i niestety źle się to odbiera. I chyba to nas zraża do literatury polskiej - masa "niewypałów".

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja teraz coraz bardziej odzyskuje wiarę w polskich autorów właśnie dzięki Remigiuszowi Mrozowi. Książka nie jest dla mnie i na pewno nigdy jej nie przeczytam.

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh pomysł zdecydowanie dobry, ale jak widać autorka aż przepracowała całość. To przykre, bo niestety każdy widząc jej nazwisko po przeczytaniu tej książki tak łatwo drugi raz jej nie zaufa. Szkoda kolejnej polskiej autorki.

    pozdrawiam
    bookwormpl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej książki i teraz napewno po nią nie sięgnę. Nie lubię historii, gdzie autor rzuca na prawo i lewo nieszczęściami jakby próbował nadać książce realizmu, a wychodzi z tego takie coś. Taka historia rzeczywiście ma potencjał, ale liczy się też wykonanie, więc podziękuję ;).

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 oddam ci książkę , Blogger