sobota, 17 czerwca 2017

Nothing less | Anna Todd


Książki od Anny Todd to moje guilty pleasure. Wiem, że są słabe, średnio napisane i nie wnoszą nic do mojego życia, ale czytanie ich jest tak lekkie i przyjemne, że nie potrafiłam sobie odmówić i tego "dzieła". Jeśli czytaliście moją opinię o Nothing more to wiecie, że chciałam kontynuować historię Landona, aby sprawdzić czy w końcu pójdzie po rozum do głowy. Ta ciekawość sprawiła, że Nothing less jest już za mną i czas podzielić się z wami tym, co o niej sądzę.

Landon jest rozerwany między dwiema kobietami. Nie wie, która będzie tą odpowiednią i wciąż próbuje podjąć dobrą decyzję. Z jednej strony fascynuje go śliczna cukierniczka Nora. Z drugiej jednak z Dakotą łączy go długa historia, której nie da się pozbyć w ciągu kilku minut. Landon wie, że nie może mieć dwóch dziewczyn jednocześnie, dlatego staje przed bardzo ważnym wyborem, który na pewno wyeliminuje jedną z nich z jego życia.

Cała ta książką rozpoczyna się prologiem, w którym to Landon jest już ojcem i rozmawia ze swoją córeczką. Pojawia się tam również jego partnerka, ale nie zostaje wymieniona z imienia, a główny bohater zwraca się do niej per żono. Już po tym krótkim wstępie mogłam się domyśleć, że cała książka będzie dążyła do tego, abym w końcu poznała, którą z tych dwóch kobiet wybrał Landon. Zamierzenie ciekawe, bo motywujące do czytania, ale szczerze mówiąc od samego początku wiedziałam jaki będzie werdykt. Już w połowie pierwszej części miałam swoją teorię i się ona potwierdziła. Mimo wszystko nie zdradzę wam, którą dziewczynę Landon finalnie wybrał i możecie sami się przekonać poprzez lekturę tej książki.

Przyjmując do recenzji tę pozycję zostałam zapewniona, że jest ona lepsza niż jej poprzedniczka i faktycznie tak było. Głównie jest to zasługa niewielkiej ilości Dakoty na kartach tej powieści. Była to najbardziej egoistyczna i egocentryczna bohaterka na całym bożym świecie przez co Nothing more irytowało mnie niemiłosiernie. W drugim tomie pojawia się ona na szczęście tylko epizodycznie, co pozwoliło mi bardziej cieszyć się lekturą. Co prawda Landon wspominał o niej sporo w swoich przemyśleniach, ale same te opisy nie działały mi na nerwy i póki sama Dakota w swojej fizycznej postaci się nie ujawniała, ja byłam szczęśliwa.



Na plus zaliczam również postać Landona, która poprawiła się w tym tomie. Nie jest to jakaś super duża zmiana, ale w końcu zaczął inaczej patrzeć na swoją sytuację i przede wszystkim na Dakotę. Nie dawał się tak bardzo wykorzystywać i zaczął budować swoją pewność siebie, w czym niewątpliwe pomogła mu Nora. Nareszcie nie był mieszany z błotem i traktowany jak popychadło, ale chwalony za swoją dobroć, którą okazywał innym. Te zmiany mnie usatysfakcjonowały, ale z drugiej strony były lekko nierealne. Akcja Nothing less zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym skończyła się ta w Nothing more, a Landon od razu, w przeciągu dosłownie dnia, zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Czy według was nie jest to trochę szybko, jak na tak drastyczne przemiany w sposobie myślenia? Myślę, że jest i to o wiele, ale przyzwyczaiłam się do małych błędów logicznych w tych książkach i nie przeszkadzały mi one aż tak bardzo.

Skoro już dwójkę bohaterów pokrótce omówiłam, to wypadałoby też wspomnieć o osławionej Norze. Kobiecie, która była schematyczna, tak jak większość rzeczy w tej książce. Nora ma tajemnicę, której broń Boże nie może wyjawić Landonowi, bo by się od niej przecież odwrócił i tak dalej, i tak dalej. Ten swój wielki sekret chroni i pielęgnuje, jak tylko może, a najzabawniejsze jest to, że gdy Landon w końcu go odkrył miał reakcje w stylu "ok, czy to było takie straszne?". Zbytnio się nie przejął i nie zmienił swojego stosunku do cukierniczki, więc nie do końca rozumiem po co pojawiła się tutaj ta cała zagadka. Może Anna Todd po prostu nie bardzo wiedziała jak urozmaicić tę historię i postanowiła zastosować najbardziej banalny i przewidywalny schemat znany od wieków. Nie wiem, nie mnie to oceniać, bo nie siedzę w głowie autorki. 

Wiecie co najbardziej podobało mi się w tej książce i w dużym stopniu wpłynęło na uznanie jej za lepszą od pierwszej części? Hardin, który był zapowiadany przez całe Nothing more i w końcu pojawił się w Nothing less. Jestem świadoma, jak wielkim dupkiem i typowym "bad boy'em" on jest, ale w jakiś niewytłumaczalny sposób go lubię. Szczególnie ironię, którą się cały czas posługuje, co jest tak bardzo w moim stylu, że zawsze uśmiechałam się, gdy pojawiał się na kartach tej powieści. Nie stanowi on oczywiście zbyt dużej części tej historii, ale był przyjemnym dodatkiem, którego w końcu się doczekałam.

Powtórzę się i ponownie napiszę, że książki Anny Todd nie są arcydziełem. Schematyczne do bólu i momentami przepełnione idiotycznymi rozmyśleniami, jednak napisane w tak prosty i przystępny sposób, że ich lektura nie sprawia dużo problemów i wręcz odpręża oraz cieszy. Znajdziecie w nich mnóstwo humoru oraz odniesień do popularnych serii takich jak osławiony Harry Potter, czy chociażby do znienawidzonego przeze mnie serialu Shadowhunters. Przez te wszystkie drobnostki, historie pani Todd cały czas się przewijają przez moje czytelnicze życie i znając siebie, jeszcze po coś z jej dorobku kiedyś sięgnę.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak.

19 komentarzy:

  1. Ja jestem przed lekturą "After". Moja koleżanka zachwyca się tą serią i autorką, bo lubi takie książki. Ja podejrzewam, że spodoba mi się na raz - coś jak z "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Fajne, lekkie i miłe, ale talentem nie porywa.

    Pozdrawiam! :P
    http://pattzy-reads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te przymiotniki idealnie opisują książki Todd, więc jeśli z takim podejściem do nich przysiądziesz to na pewno się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  2. To może ja jednak przeczytam to "After"... Jeżeli nie uda mi się zwalczyć mojej gigantycznej ciekawości tą serią to zapewne wypożyczę ten twór z biblioteki, chociaż mam nadzieję, że jednak uda mi się powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, myślę że raczej się zawiedziesz. Nie ma w nich nic specjalnego, po prostu są idealnym odmóżdżaczem i wciągają jak diabli. :)

      Usuń
  3. Obiecałam sobie w tym roku zapoznać się z twórczością autorki bo jeszcze nie miałam do tego okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa co będziesz o nich myśleć. :)

      Usuń
  4. Mam tak samo z książkami Anny Todd. Są przewidywalne, schematyczne, nic nie wnoszą do mojego życia, a mimo wszystko lubię je czytać. No dobra jak na razie za sobą mam tylko jedną lekturę, ale w przyszłości mam zamiar to nadrobić.

    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tu mnie zaskoczyłeś. Nie sądziłam, że znajdzie się jakiś osobnik płci męskiej, który zna książki Anny Todd.:D

      Usuń
  5. Nie czytałam nic tej autorki i szczerze powiedziawszy nie jestem zainteresowana. Ale jak najbardziej rozumiem, że to Twoje guilty pleasure, każdy musi mieć swoje ;D Ja np. mam słabość do Marissy Meyer i jej Sagi Księżycowej, chociaż mam 25 lat to dalej wzdycham do tych książąt :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O miło mi to słyszeć, bo mam Sagę Księżycową na półce i teraz jeszcze bardziej chcę się za nią zabrać. :)

      Usuń
  6. Nie czytałam jeszcze żadnej powieści tej autorki, ale chciałabym to zmienić. Czasami lubię sięgnąć po lekką, przyjemną i niezobowiązującą lekturę, która pozwoli mi się odprężyć po nieco trudniejszych historiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki od tej autorki spełnią te wymagania. :)

      Usuń
  7. Nothing Less leży na półce i leży, a mnie wogóle nie ciągnie, żeby go przeczytać :) Serię After, którą czytałam na Wattpadzie i tylko tam, uwielbiam! <3 Tą serią Anna Todd mnie bardzo zawiodła :(
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja After czytałam tylko dwa tomy już w wersji książki i czasami mam ochotę na ich kontynuowanie, ale jakoś zawsze trafi się coś innego, co odwraca moją uwagę. :D

      Usuń
  8. Mnie wystarczyły dwie części After, by wyeliminować tą panią ze swojego życia. Za bardzo się przy nich męczyłam, by stanowiły moje guilty pleasure xd

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba ją przeczytam bo akurat będzie mi sie ją fajnie czytało taka lekka książkę mój blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, jak After czytało mi się przyjemnie, tak nie mam zamiaru czytać dalej i sięgać po kolejne książki tej autorki. Przeczytałam tylko pierwszą część After, może mogę zaliczyć ją jako moje guilty pleasure, ale nie chcę dawać zarobić osobie, która pisze tylko po to, by coś wydać i mieć pieniądze (co przyznała w Dzień Dobry TVN) :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie od jakiegoś czasu kusi zabrać się za jakąś książkę tej autorki. xd Jestem naprawdę ciekawa, co autorka w nich wymyśliła. :P
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  12. pierwszy tom mi się nie podobał, więc drugi sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam! ♥
    Zapraszam do mnie, będzie mi miło. :)
    http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 oddam ci książkę , Blogger