wtorek, 28 marca 2017

Nothing more | Anna Todd


Zabierając się za tę książkę nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona. Zdążyłam zapoznać się z opiniami osób, które miały ją już za sobą i większość z nich jednogłośnie stwierdziła, że Nothing more jest bardzo słaba i mimo, że chciałam podejść do niej z czystym umysłem, to gdzieś z tyłu głowy ciągle pojawiała się myśl, że nie będę zadowolona.

Nothing more to historia Landona, którego dobrze znają osoby, czytające wcześniej serię After tej samej autorki. Chłopak przeprowadza się dla swojej dziewczyny Dakoty do Nowego Jorku, jednak ona postanawia go zostawić i spróbować samodzielnego życia w nowym miejscu. Landon z braku innych opcji zbytnio nie protestuje i stara się ułożyć sobie życie bez niej, jednak na jego drodze pojawia się inna dziewczyna, która dość szybko zawraca mu w głowie. Nora to całkowite przeciwieństwo Dakoty, lecz mimo to między bohaterami nawiązuje się specyficzna więź.

Zacznijmy od tego, że cała ta historia jest jednym wielkim spoilerem do serii After, której czytałam do tej pory tylko dwa tomy. Teraz już przynajmniej nie muszę zawracać sobie głowy kolejnymi dwoma grubaskami, bo i tak wszystkiego się dowiedziałam dzięki obszernym przemyśleniom Landona w Nothing more, więc jeśli zależy wam na poznaniu historii Tessy i Hardina to broń Boże nie sięgajcie po Nothing more, no chyba, że lubicie wiedzieć jak dana książka się kończy. 

Wracając do samej postaci Landona. Nie mogę powiedzieć (napisać), że nie polubiłam go w Afterze. Były świetnym przyjacielem, który zawsze służył pomocą i ramieniem w przypadku potrzeby wypłakania się, dlatego zaciekawił mnie pomysł na książkę o nim i pomimo negatywnych opinii z pewnego rodzaju entuzjazmem się za nią zabierałam. Landon nie jest typowym bad boyem, których głównie spotykam w tego rodzaju książkach. Należy do tej grupy chłopaków, którzy są spokojni, mili i nigdy nie zawiodą swoich przyjaciół. Przywiązany do rodziny, nie do końca radzi sobie w nowym miejscu i nie wstydzi się przyznać, że tęskni za mamą, która robi najlepsze ciasta na świecie. Z jednej strony wydaje się być odpowiedzialny i uroczy, jednak z drugiej coś mi w nim nie grało. Miałam wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować jak chce go finalnie wykreować. Tak jak pisałam wyżej, momentami przedstawia go jako słodkiego, niewinnego chłopca, a następnie jako osobę, która potrafi myśleć tylko o cyckach Nory czy Dakoty, imię nie robi tutaj dużej różnicy. Myślę, że Annie Todd o wiele lepiej wyszłaby kreacja Landona, gdyby trzymała się jednej opcji i nie próbowała eksperymentować, aby dodać mu charakteru. Nie każdy bohater musi być łamaczem serc i byłabym w stu procentach zadowolona, gdyby pozostał gapą do końca powieści. To pomieszanie dwóch osobowości sporo mu niestety ujęło i moja sympatia nieco przygasła.


Jeszcze do samego Landona warto wspomnieć o jego "życiowych" przemyśleniach, które zajmują większą część tej książki. Tutaj znowu coś mi nie grało. W After autorka postawiła na akcję i brak zbędnych opisów, a w Nothing more najwidoczniej postanowiła podwójnie to nadrobić. Większość myśli Landona powtarza się co kilka stron, jakby pani Todd pisała byle co, aby tylko było, bez czytania tego przed publikacją. Ja rozumiem, że ta książka również miała swoje korzenie na wattpadzie, gdzie rozdziały pojawiają się co jakiś czas i nie jest to tak bardzo odczuwalne, ale przy czytaniu książki "na raz" niesamowicie to przeszkadza, tym bardziej, że te przemyślenia naprawdę nie poruszały żadnych ciekawych tematów.

Kolejna bohaterka odgrywająca dość dużą rolę w tej historii to Dakota. W jej przypadku byłam ogromnie zawiedziona. Myślałam, po poznaniu jej w Afterze, że jest jedną z tych niewielu dziewczyn, które nie będą mnie denerwować, a było zupełnie inaczej. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak zaborczą bohaterką, która nie potrafi zdecydować czego chce. Rzuca Landona, a gdy ten zaczyna się jakoś po tym zbierać i spotykać z kimś innym, wpada w szał niczym rozpieszczona pięciolatka, której zabrano ulubioną zabawkę. Nie rozumiem tej bohaterki i raczej nigdy się to nie zmieni. 

Nothing more mimo wielu wad ma też kilka plusów. Bardzo spodobały mi się w niej nawiązania do Harry'ego Potter'a, bo jako fanka czarodziejskiego świata z uśmiechem przyjmowałam każdą wzmiankę o nim. Miłym zaskoczeniem było również odkrycie, że Tessa i Nora są takimi samymi shipperkami Maleka jak ja. Z chęcią usiadłabym z nimi przed telewizorem i zachwycałabym się tą parą.

Muszę także przyznać tej książce, że czytało mi się ją bardzo szybko. Prosty styl sprawił, że kartki same znikały i lektura tej powieści nie zajęła mi dużo czasu. W jakimś stopniu zaciekawiła mnie historia Landona, która mimo, że pozbawiona fajerwerków, nie była aż taka tragiczna, jak myślałam, że będzie. Mogę nawet z czystym sumieniem napisać, że sięgnę po kontynuację, aby sprawdzić czy główny bohater w końcu oprzytomnieje i zobaczy, jak bardzo jest wykorzystywany przez swoją byłą dziewczynę. 

Nothing more nie jest arcydziełem. Jest książką, w której należałoby bardzo dużo poprawić, aby mogła się chodź trochę zbliżyć do tego tytułu. Jednak jak na wattpadowy twór wypadła zaskakująco dobrze i była miłym towarzystwem w ciągu ostatnich dwóch dni.

★★★★☆☆☆☆


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję:

29 komentarzy:

  1. Zdecydowanie większy sentyment mam do fanfiction, niż wydanego Aftera, gdzie Landon jest Liamem i gdzie ta postać rzeczywiście była chyba najlepszą, jaką Todd wykreowała. Dakoty sobie nie przypominam (chyba że to była ta współlokatorka Tess? nie pamiętam jej imienia, a być może i je autorka w drukowanej wersji podmieniła), chociaż mam za sobą około 200 rozdziałów fanfika (czyli dwa tomy). Przyznam szczerze, że kontynuować Aftera nie planuję, ale Nothing more mnie kusi, więc perspektywa spojlerów mnie nie odstrasza, a wręcz zachęca i może niebawem to przeczytam, żeby zobaczyć, czy warsztatowo cokolwiek się zmieniło, czy to dalej dziecinada pełna błędów. :P
    Dzięki za recenzję, bo do tej pory widząc okładkę na bookstagramie raczej się krzywiłam, a teraz naprawdę rozpatruję, czy aby nie przeczytać. :D

    Pozdrawiam,
    Koneko z Recenzje Koneko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Landon spotykał się już z Dakotą w drugim tomie After, ale czytałam go już dawno, więc możliwe, że coś pokręciłam. Tak jak pisałam, Todd starała się coś poprawić jeśli chodzi o warsztat, ale finalnie wyszło to dość sztucznie. Mam nadzieję, że jeśli się za nią zabierzesz będziesz chodź odrobinę usatysfakcjonowana. :)

      Usuń
    2. Być może, chociaż nie pamiętam już nic z fanfika, a przecież w wydanej wersji mogły zajść większe zmiany, niż myślę. Wątpię, że będę usatysfakcjonowana - bądźmy szczerzy. ;) Ale takie książki to ostatnio wszystko, co czytam, bo na ambitne brak mi czasu i ochoty, przez zbliżającą się wielkimi krokami maturę. Wszystko jest lepsze, od nauki. :p Dla porównania, w 2016 nie udało mi się ukończyć wyzwania 52 książki w rok, a na dzień dzisiejszy już mam 30/2017 za sobą, a dopiero koniec marca! :D Więc perspektywa przeczytania NM jest coraz bardziej kusząca. :)

      Usuń
  2. Sam fakt, że ta książka ma korzenie z Watpada mówi sam za siebie. Ja nawet nie czytałam After, więc też nie widzę sensu czytania tej książki, zwłaszcza, że jest ona bardziej uzupełnieniem do After niż nową książką. Autorka jak sama podkreśliłaś pisała, aby pisać, oczywiście pewnie dla kasy...
    Często książki, które się czyta lekko i szybko są bezwartościowe, sama lubię takie czytać, ale często nic z nich nie wynoszę... Oczywiście nie wszystkie takie są, ale po tej już na dzień dobry widać, że taka będzie. Szkoda mi czasu na tak bezwartościowe powieści, zwłaszcza, że postawiłam sobie w tym roku za cel omijanie sporej ilości młodzieżówek i sięganie po coś bardziej elokwentnego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuć, że nie jest to żadne arcydzieło, ale teraz przed maturą nad odstresowanie była dla mnie dobrym wyborem. Lubię sięgać i po takie niewymagające, które są dla mnie tylko i wyłącznie rozrywką, bo tego głównie oczekuję od książek, ale rozumiem twój punkt widzenia. :)

      Usuń
  3. Serię After przeżyłam i szczególnie mnie nie zachwyciła, ale złem wcielonym też nie była. Chyba zawsze będę jej lekko bronić, ponieważ mam do niej duży sentyment- moje pierwsze przeczytanie fanfiction i to w dodatku o ulubionym zespole. Niestety całokształt jeszcze bardziej dobiła książka Before, czyli niby to prequel, a jednak są również rozdziały z perspektywy Hardina, jak poznaje Tessę, ale i też to, co działo się po ostatnim tomie After. Chyba nie chcę ponownie zagłębiać się w historię, którą stworzyła Anna Todd, więc Nothing More sobie odpuszczę. No chyba, że nagle mi się coś odwidzi. :D
    Pozdrawiam! <3
    http://strazniczka-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o After to wciąż nie wiem po której stronie mam się opowiedzieć. Z jednej strony jestem świadoma tego, jak tragiczne są te książki, a z drugiej czytało mi się je niesamowicie szybko i pochłonęłam każdą z dwóch pierwszych części w zniewalająco szybkim tempie. Wychodzę z założenia, że każdy czasem potrzebuje głupiej książki, która go odstresuje i odmóżdży. Nic się nie stanie jednak jak sobie ją odpuścisz, nie jest lekturą, która zmieni twój pogląd na tę serię i jest o wiele więcej lepszych pozycji do niej.:)

      Usuń
    2. Wychodzę z założenia, że każdy czasem potrzebuje głupiej książki, która go odstresuje i odmóżdży.

      A ten cytat to chyba sobie oprawię w ramkę i powieszę na ścianie. Kwintesencja, serio. <3

      Usuń
  4. Widziałam na instagramie, że kilka z was dostało tę książkę do recenzji i bardzo się cieszę, że mnie ten zaszczyt ominął, haha :D Nie dość, że nie czytałam After i zdecydowanie nie planuję, to jeszcze po przeczytaniu niektórych recenzji tej książki czuję, że jej lektura byłaby jedynie stratą czasu. Nie lubię nastawiać się negatywnie do książek chociaż ich nie przeczytałam, ale tyle już nasłuchałam się o twórczości tej autorki, że naprawdę nie mam wobec niej żadnych pozytywnych uczuć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. After to dość infantylna seria opierająca się głównie na rozstaniach i seksie, ale wciąż mam do niej pewnego rodzaju sentyment ze względu na to, jak szybko mi się ją czytało. Na szczęście Nothing more nie zabrało mi jakoś super dużo czasu i nie żałuję, że jej go poświęciłam.:)

      Usuń
  5. Totalnie mnie do niej ciągnie z powodu bardzo słabych opinii, a poza tym After to tak słaba literatura, że tutaj nie spodziewałabym się czegoś lepszego, także wolę sobie odpuścić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale lepsza od After nie jest, więc dużo nie stracisz.:)

      Usuń
  6. Po przeczytaniu After autorka trafiła na moją czarną listę i raczej już nigdy więcej nie pokuszę się na przeczytanie jej książek. Ogólnie to smutne, że na Wattpadzie jest naprawdę wiele opowiadań (nawet w Polskiej części!) wartych wydania, a wydawcy decydują się na takie coś.

    Pozdrawiam,
    Magda z Dwie strony książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie do końca wiem, czy wydawcy się kierowali, widać, że w tej książce próbowała trzymać wyższy poziom, jednak nie do końca jej to wyszło..

      Usuń
  7. Ojeju jeju, wszyscy dostają tą książkę, ale jak tak czytam różne o niej opinie, to czuję, że to zupełnie nie moja bajka :) na mnie czeka Mróz, ale boję się za "wotum nieufności" brać, bo przeczytam w dwa dni... i co potem? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mróz będzie na pewno lepszym wyborem niż ta pozycja :)

      Usuń
  8. Bardzo chciałabym przeczytać After tej autorki ale spotykam się z bardzo negatywnymi opiniami na jej temat i teraz nie wiem czy się nie zawiodę. Zapraszam na mojego bloga:https://books-are--my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po After nie powinnaś niczego oczekiwać, jest to głupia książka, z głupimi problemami, jedyną jej zaletą jest, że pomino tej całej głupoty, wciąga niesamowicie i czyta się ją migusiem :)

      Usuń
  9. Bardzo się zawiodłam na tej pozycji :( Czytając ją nudziłam się potwornie :( Chyba nawet nie skuszę się na drugą część :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem o co chodzi, większość osób pisze, że się wynudziła, a mi ona naprawdę szybko poszła.:o

      Usuń
  10. Wiele opinii czytałam o After tej autorki, raz były to zachwyty, innym razem coś kompletnie przeciwnego. Argumenty, które przedstawione za tą drugą stroną znacznie bardziej do mnie przemawiały. Seria ta wydaje mi się przewidywalna i nudna, choć może nie powinnam się wypowiadać skoro nie czytała, ale jak na razie nie mam zamiaru i inne powieści autorki również odpuszczę, więc po "Nothing more" w najbliższym czasie nie sięgnę :)
    Pozdrawiam ♥
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam twórczości autorki, ale chętnie sięgnę po jakąś jej książkę - choć nie wiem czy akurat po tą ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zachęcam cię do tego, jest o wiele więcej autorów, którzy są bardziej godni uwagi od Anny Todd.:)

      Usuń
  12. Szczerze mówiąc pierwszy raz widzę całkiem pozytywną opinię na temat tej książki ;d Ostatnio wszyscy byli zawiedzeni, co ostatecznie mnie do niej zniechęciło.

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem zdziwiona, ale to pewnie dlatego, że naprawdę nastawiałam się na coś totalnie beznadziejnego, a zdarzyło mi się czytać gorsze pozycje.:D

      Usuń
  13. No niestety, mam uraz do Todd po After i nie, dziękuję, nie sięgnę po więcej XD

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam całą serię After i choć większość twierdzi, że jest to bezsensowna historia o ciągłym zrywaniu i wracaniu do siebie, to ja znalazłam w niej drugie dno. Londona bardzo polubiłam, to taki wzór idealnego przyjaciela. Jednak po książkę sięgnę jedynie z ciekawości, albo i nie, bo wolę nie psuć sobie mojego wyobrażenia o jego osobie ;)
    Pozdraiwam!

    czytamogladampisze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektura ta dużo nie wniesie do twojego życia, a możesz tylko popsuć sobie wyobrażenie Landona, więc może lepiej dać sobie z nią spokój.:)

      Usuń

Copyright © 2016 oddam ci książkę , Blogger